Recenzja filmu: „Lucy”, reż. Luc Besson

Mózg na sto procent
Wielkie widowisko ze Scarlett Johansson w roli głównej.
Scarlett Johansson w połączeniu traktatu filozoficznego z azjatyckim kinem akcji.
Universal Pictures

Scarlett Johansson w połączeniu traktatu filozoficznego z azjatyckim kinem akcji.

Dobre wiadomości dla Luca Bessona nadeszły z Ameryki: „Lucy” ma tam lepszą oglądalność niż komiksowy „Hercules”, co jest wynikiem zwracającym uwagę, ponieważ autor „Wielkiego błękitu” nie odnosił dotychczas (poza „Piątym elementem”) oszałamiających sukcesów za Oceanem. Tylko czy to jest dobra wiadomość dla europejskich fanów francuskiego twórcy? Zapewne nie wszystkich „Lucy” zachwyci. Od pierwszych scen nie mamy pewności, co oglądamy: filozoficzny traktat o naturze ludzkiej czy kino akcji z azjatyckimi naleciałościami? Mamy bowiem sceny żywcem wyjęte z popularnych filmów przyrodniczych, a równolegle zawiązuje się intryga, z tytułową Lucy w roli głównej. Gra ją Scarlett Johansson, która tym razem postanowiła zrobić przyjemność krytykom piszącym o niej, że wcale nie jest ani taka ładna, ani taka seksowna. Wygląda na to, że bardzo poważnie potraktowała zadanie aktorskie. Jest młodą Europejką, która znalazła się na Tajwanie. Na prośbę znajomego ma dostarczyć teczkę niejakiemu panu Jang. Jak się okaże, ktoś wrobił biedną Lucy, dziewczyna na dzień dobry jest straszliwie sponiewierana przez Azjatów i gdyby nie pewność, że Scarlett musi pozostać na ekranie, balibyśmy się o jej życie.

Tu musimy zdradzić jeden ważny szczegół, ale był on już sto razy powtarzany w każdej wzmiance o filmie. Otóż okropni Azjaci, chcąc wykorzystać Lucy w charakterze żywej przesyłki, wszywają jej do brzucha pakunek z tajemniczą substancją przypominającą narkotyk. Jej drobinki dostają się do organizmu zmaltretowanej dziewczyny, uruchamiając jej fizyczne i mentalne przeobrażenia. Jak się dowiadujemy z wykładów prof. Normana (Morgan Freeman), drugiego ważnego bohatera filmu, przeciętny człowiek wykorzystuje zaledwie 10 proc. możliwości mózgu, co by zaś się stało, gdyby wskaźnik procentowy zaczął gwałtownie rosnąć? O tym przekona się Lucy, która w finale…

Luc Besson zrobił wielkie widowisko z mózgiem Scarlett Johansson w roli głównej, które niestety chwilami gubi sens. Nie pierwszy raz reżyser ma kłopot z talentem, ale czy Besson zdyscyplinowany artystycznie i myślowo byłby nadal Bessonem?

 

Lucy, reż. Luc Besson, prod. USA/Francja, 90 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną