Film

Multikulti na gruzach imperium

Recenzja filmu: „Źródło nadziei”, reż. Russell Crowe

„Źródło nadziei”, reż. Russell Crowe „Źródło nadziei”, reż. Russell Crowe Monolith Films / materiały prasowe
Nad pełnym rozmachu widowiskiem wyraźnie ciąży ideał wielokulturowości i etnicznego pojednania.

W bitwie pod Gallipoli, która była największą operacją desantową w czasie pierwszej wojny światowej, rannych zostało ćwierć miliona żołnierzy, a ponad 100 tys. zginęło. Trudno sobie wyobrazić ogrom tej hekatomby, chociaż w kinie próbowano ją ukazywać już wielokrotnie. Pomijając nieznośny hollywoodzki melodramatyzm w całkiem przyzwoitym debiucie reżyserskim Russella Crowe’a „Źródło nadziei”, kilka rzeczy wydaje się ciekawych. Trochę jak w „Antygonie” rzeź ukazana jest z perspektywy czasu dokonanego, gdy z pola bitwy trzeba zebrać trupy i je pochować. Ramię w ramię robią to niedawni wrogowie, w tym obdarzony parapsychologicznymi zdolnościami Australijczyk poszukujący ciał swoich trzech synów (gra go oczywiście sam Crowe). Daje radę wspierany przez piękną wdowę, czyli Ukrainkę Olgę Kurylenko, której szybko się wybacza nieznajomość tureckiego języka.

Źródło nadziei, reż. Russell Crowe, prod. Australia, Turcja, USA, 111 min

Polityka 11.2015 (3000) z dnia 10.03.2015; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Multikulti na gruzach imperium"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wybuchowe wesele. Zostali bez domu i z kredytem na całe życie

W jednej chwili wesele Wawrzyniaków zamieniło się w koszmar. Każdego dnia nurtuje ich pytanie: jak tu obchodzić rocznicę?

Norbert Frątczak
18.07.2021