Recenzja filmu: „Jak zatrzymać ślub”, reż. Drazen Kuljanin

W jednym przedziale
Pierwsze spostrzeżenie widza może być takie, że jazda szwedzkim pociągiem to prawdziwy komfort.
Christian Ehrnstein i Lina Sunden w podróży pociągiem
Alter Ego Pictures/materiały prasowe

Christian Ehrnstein i Lina Sunden w podróży pociągiem

Bohaterowie przemierzają trasę między Malmö i Sztokholmem, co zajmie ponad 5 godzin, lecz nikt im w tym czasie nie przeszkodzi w prowadzeniu coraz bardziej ekscytującej konwersacji, nie wspominając o ciągu dalszym. Nawet konduktor się nie zjawi, nie mówiąc o nachalnych współpasażerach. Nie czepiajmy się jednak szczegółów. Taka konwencja, skądinąd nienowa: nieznajomi spotykają się w czasie podróży, mają dla siebie czas wyznaczony rozkładem jazdy, cała zewnętrzna rzeczywistość przestaje istnieć, jakby została na kilka godzin unieważniona. W filmie Drazena Kuljanina o tym, że wszystko odbywa się jednak wedle ustalonego porządku, przypominają podawane przez megafon nazwy mijanych stacji. Im bliżej miejsca przeznaczenia, tym bohaterowie dowiadują się o sobie więcej, jak się okaże, nie spotkali się wcale tak przypadkowo, jak w pierwszej chwili mogłoby się wydawać.

Urodzony w Bośni szwedzki reżyser udowodnił, że do zrobienia niebanalnego filmu wystarczy dobry scenariusz, kamera i dwoje aktorów. „Jak zatrzymać ślub” to prawdziwy triumf minimalizmu w czasach rozbuchanych superprodukcji, niemniej trudno zapomnieć, że bywały lepsze filmy dziejące się w podróży. Wystarczy przypomnieć doskonały „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza.

Jak zatrzymać ślub, reż. Drazen Kuljanin, prod. Szwecja, 72 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną