Recenzja filmu: „Mission: Impossible – Rogue Nation”, reż. Christopher McQarrie

Prawie Bond
Agent Ethan Hunt znowu w akcji.
Rebecca Ferguson i Tom Cruise realizują misję niemożliwą.
Paramount Pictures/materiały prasowe

Rebecca Ferguson i Tom Cruise realizują misję niemożliwą.

I podobnie jak w poprzednich czterech filmach z Tomem Cruise’em w roli głównej, znowu niemożliwej. A może jeszcze bardziej niż poprzednie. Sytuacja bohatera mocno się bowiem skomplikowała za sprawą cynicznego szefa CIA (Alec Baldwin), który postanawia zdelegalizować komórkę IMF (Impossible Missions Force). Tymczasem Hunt wpadł na trop międzynarodowej organizacji Syndykat, wyjątkowo trudnej do rozpracowania, ponieważ gromadzi byłych agentów różnych krajów uznanych za zmarłych lub zaginionych. Mają się całkiem dobrze i pod przewodnictwem demonicznego szefa szykują akcje terrorystyczne. Jedna z najbardziej brawurowych przeprowadzona zostanie w Operze Wiedeńskiej w czasie przedstawienia „Turandota”. Aż strach pomyśleć, na jakie niebezpieczeństwa narażony byłby nasz świat, gdyby nie dzielny Ethan Hunt, który już w pierwszej scenie filmu demonstruje skok do startującego samolotu z niebezpiecznym ładunkiem na pokładzie. Agent 007 lepiej by tego nie zrobił. Zresztą wiele scen mogłoby z powodzeniem znaleźć się w „Bondzie”, choćby szalone pościgi uliczkami Casablanki. Różnica jest taka, że „Misji” brakuje typowej dla tamtej serii lekkości i specyficznego poczucia humoru.

Tom Cruise trzyma się nieźle i zapewne pokaże się w kolejnej „Misji”, natomiast odkryciem jest szwedzka aktorka Rebecca Ferguson. Z powodzeniem mogłaby zagrać dziewczynę Bonda.

Mission: Impossible – Rogue Nation, reż. Christopher McQarrie, prod. USA, 131 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną