Film

Rytuał przejścia

Recenzja filmu: „Śpiewający obrusik”, reż. Mariusz Grzegorzek

Kaja Walden i Marcin Miodek w noweli inspirowanej zbiorem greckich baśni Kaja Walden i Marcin Miodek w noweli inspirowanej zbiorem greckich baśni Studio Filmowe Indeks / materiały prasowe
Miał być skromny, offowy film, powstał spontaniczny, wizjonerski obraz prezentujący możliwości kina i niesamowity talent wielu ludzi.

Bardzo ciekawy, udany eksperyment rektora łódzkiej Filmówki, który zgodził się wziąć pod reżyserskie skrzydła dyplomowe przedstawienie studentów IV roku aktorstwa. Powstały z tego cztery częściowo improwizowane etiudy poświęcone ekstremalnym obliczom miłości. Jedna z nich, ukazująca kłótnię młodego małżeństwa nieradzącego sobie z wychowaniem dziecka, stanowi gorzką wariację na temat „Glorii” Cassavetesa. W innej, o parze narkomanów, czuje się wpływ cinema-vérité i kina bezpośredniego. Najbardziej szalona wydaje się nowela tytułowa, „Śpiewający obrusik”, łącząca elementy greckiej baśni, melanezyjskiej magii, animizmu, bollywoodzkiej energii z nieokiełznaną, zanurzoną w popkulturze wyobraźnią Mariusza Grzegorzka. Drugim, ukrytym metawątkiem filmu jest aktorstwo samo w sobie, stosunek do roli, rytuał przejścia. Miał być skromny, offowy film, powstał spontaniczny, wizjonerski obraz prezentujący możliwości kina i niesamowity talent wielu ludzi.

Śpiewający obrusik, reż. Mariusz Grzegorzek, prod. Polska, 92 min

Polityka 7.2016 (3046) z dnia 09.02.2016; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Rytuał przejścia"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Psi umysł

Nie my udomowiliśmy psy. One zrobiły to same i dzięki temu, pod pewnymi względami, stały się bystrzejsze od szympansów.

Marcin Rotkiewicz
01.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną