Film

Legenda Zorro

Niestety, ludowy bohater ma tym razem groźniejszego przeciwnika niż meksykańskich bogaczy działających w tajnym stowarzyszeniu Rycerzy Aragonii, którzy przeciwstawiają się ruchom niepodległościowym Kalifornijczyków i wyzyskują miejscową ludność. Jest nim jego własna żona, Elena, którą tak jak w niezapomnianej „Masce Zorro” gra seksowna Catherine Zeta-Jones (rocznik 1969).

Piękna Zeta, jak każda rozsądnie myśląca kobieta, chce widzieć męża zawsze przy sobie, najlepiej zajętego majsterkowaniem z synem albo podziwianiem jej gustownych toalet. Waleczny Zorro naraża się jej potwornie, wybierając jednak prospołeczną misję uratowania Ameryki przed terrorystami szmuglującymi nitroglicerynę z Europy.

Skutki są opłakane: groźba rozwodu z widokiem kochanka w tle. W „Legendzie Zorro” Martina Campbella kryzys małżeński rychło zostaje jednak zażegnany. Czymże bowiem byłoby kino przygodowe o hiszpańskim mścicielu bez opowieści o przyjaźni z koniem Tornado, pomagającym dzielnemu szermierzowi w prowadzeniu zwycięskich potyczek, oraz bez brawurowo zrealizowanych scen, na przykład na dachach pędzących pociągów z udziałem wspomagającej go partnerki. Hollywoodzkie widowisko jest więc takie jak należy: żałośnie patetyczne i do bólu schematyczne.

W ponowoczesnej wersji romansu płaszcza i szpady młodzieniaszek Banderas i odmłodzona Zeta radzą sobie najlepiej, jak potrafią. Zaś reżyser, który sprawdził się jako niezły inscenizator przygód Jamesa Bonda („Goldeneye”), nie schodzi poniżej przeciętnej. W sumie – familijna rozrywka w sam raz na niedzielne przedpołudnie.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Koniec miłości?

Świat, jaki znaliśmy, dobiega końca. Coraz mniej potrzebna staje się choćby miłość. Uległa współczesnemu kapitalizmowi, który postawił na wolność obyczajową, a z seksualności uczynił siłę napędową gospodarki.

Edwin Bendyk
14.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną