Recenzja filmu: „Bone Tomahawk”, reż. S. Craig Zahler

Bardzo Dziki Zachód
Dziki Zachód, jak widać, wciąż inspiruje reżyserów, choć obecnie jest to zazwyczaj Bardzo Dziki Zachód.
W środku: Kurt Russell w roli szeryfa Hunta
Wistech Media/materiały prasowe

W środku: Kurt Russell w roli szeryfa Hunta

Plakat jak z klasycznego westernu: czterej jeźdźcy na tle górzystego krajobrazu, nad nimi zmęczona twarz Kurta Russella, któremu przypadła rola szeryfa. Reżyser S. Craig Zahler to debiutant, który jednak wcześniej dał się poznać w Stanach jako pisarz, scenarzysta oraz perkusista i wokalista zespołu heavymetalowego. W „Bone Tomahawk” też będzie grał mocno i ostro, choć pierwsze sceny mogłyby sugerować konwencjonalną opowieść z Dzikiego Zachodu. W miasteczku o poetycko brzmiącej nazwie Bright Hope pojawia się tajemniczy przybysz, na którego natychmiast zwróci uwagę szeryf dbający o ład i porządek. W saloonie dochodzi do drobnego jak na westernowe obyczaje incydentu, ranny intruz wyląduje w areszcie. Wkrótce okaże się jednak, że cela opustoszała, a wraz z aresztowanym zniknęła młoda lekarka oraz jeden z pomocników szeryfa. Porywaczami są Indianie, ale zdecydowanie nie tacy grzeczni jak ci w dawnych filmach kowbojskich, którzy przy pierwszym starciu zbiorowo spadali z koni. Rusza za nimi pościg (jeźdźcy z plakatu), a im bardziej czwórka oddala się od miasteczka, tym bardziej reżyser odchodzi od reguł gatunku w stronę kina grozy. Specjalną atrakcją są niesamowite dźwięki wydawane przez dzikusów. Gdyby Amerykańska Akademia Filmowa przyznawała nagrody za generowanie straszliwych odgłosów, autor tego miksu akustycznego zostałby z pewnością laureatem. Dziki Zachód, jak widać, wciąż inspiruje reżyserów, choć obecnie jest to zazwyczaj Bardzo Dziki Zachód.

Bone Tomahawk, reż. S. Craig Zahler, prod. USA, Wielka Brytania, 132 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną