Recenzja filmu: „BFG. Bardzo Fajny Gigant”, reż. Steven Spielberg

Bardzo fajny film
Ocenę pozostawmy dzieciom. Te, które znalazły się na przedpremierowym pokazie, nie miały wątpliwości, że to bardzo fajny film.
Steven Spielberg ponownie o przyjaźni - drugi „E.T.”?
Monolith Films/materiały prasowe

Steven Spielberg ponownie o przyjaźni - drugi „E.T.”?

Po pierwsze, Gigant nie jest taki gigantyczny. To znaczy jest, kiedy porusza się w świecie ludzi, natomiast wśród sąsiadów w krainie olbrzymów uchodzi za karła. Prawdę mówiąc, robią sobie z niego pośmiewisko. Przykro patrzeć. Znosi upokorzenia, by dalej wykonywać swą odpowiedzialną pracę. Mianowicie BFG zbiera sny, a potem miesza je w laboratorium i za pomocą narzędzia przypominającego trąbkę rozsiewa w sypialniach dzieci. Właśnie operuje w okolicach sierocińca, w którym, mimo że zbliża się trzecia nad ranem, nie zamierza zasnąć roztropna dziewczynka Sophie. Gigant zabiera ją do swego świata, pokonując ogromne odległości wielkimi skokami, jakby na co dzień nosił siedmiomilowe buty. Jak się wkrótce okaże, porywacz nie tylko bardzo poczciwie wygląda, ale jest chodzącą dobrocią, a ponadto bardzo śmiesznie mówi, przekręcając słowa. Taki jest początek przyjaźni małej sierotki i Fajnego Giganta. Jak się okaże, razem mogą zrobić wiele dobrego, także poradzić sobie z kłopotliwym sąsiedztwem olbrzymich olbrzymów, z całą pewnością bardzo niefajnych. W odpowiednim momencie pojawi się jeszcze królowa, bo co to byłaby za bajka bez królowej, zwłaszcza że ta jest Bardzo Fajną Królową.

Zbliżający się do siedemdziesiątki Steven Spielberg pozostaje jednym z największych magów współczesnego kina. Doskonale czuje się w świecie dziecięcej wyobraźni, pomiędzy snem a rzeczywistością. Unika infantylizmów typowych dla tego rodzaju twórczości (liczne przykłady w bieżącym repertuarze), traktując świat przeżyć najmłodszego widza z całą powagą. Najlepszy dowód, że przy „Bardzo Fajnym Gigancie” pracował z tą samą co zwykle ekipą, włącznie z operatorem Januszem Kamińskim i autorem muzyki Johnem Williamsem. Nie ma jednak pewności, czy dorośli widzowie dadzą się przekonać, że „BFG” to „E.T.” naszych czasów. Może tym razem scenariusz (na podstawie powieści Roalda Dahla) nie dawał aż takich możliwości. Ale ocenę pozostawmy dzieciom. Te, które znalazły się na przedpremierowym pokazie, nie miały wątpliwości, że to bardzo fajny film.

BFG. Bardzo Fajny Gigant, reż. Steven Spielberg, prod. Kanada, USA, Wielka Brytania, 117 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną