Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Trzy pogrzeby Melquiadesa

„Trzy pogrzeby Melquiadesa” to olśniewający moralitet rozegrany w westernowej scenerii meksykańsko-amerykańskiego pogranicza, stawiający niełatwe pytania na temat odkupienia, samotności i przypadku w życiu człowieka.

Jones do tej pory specjalizował się w raczej mało skomplikowanych rolach bezwzględnych policjantów trzymających się bezdusznie litery prawa. Tym razem zagrał bardziej złożoną postać mściciela – zarządcy rancza w zachodnim Teksasie, wymierzającego na własną rękę sprawiedliwość strażnikowi granicznemu, który nieumyślnie zastrzelił na służbie meksykańskiego imigranta.

Osadzona w czasach współczesnych akcja jest dynamiczna, reżyser zrywa z chronologią wydarzeń, co tym bardziej skłania do podjęcia refleksji na wyższym, filozoficznym poziomie. Chodzi nie tyle o kwestię możliwości dotarcia do prawdy i rozróżnienia między dobrem i złem, jak w „Rashomonie”, co o problem zadośćuczynienia, winy i kary, pojęć – jak wynika z filmu – cokolwiek niejasnych i zagmatwanych.

Mocna rzecz, która bez wątpienia wpłynie na decyzje akademików przyznających oscarowe nominacje.

Reklama

Czytaj także

Rynek

Mieszkania: ani kupić, ani wynająć. Prawdziwy dramat, fałszywe recepty władzy

Załamanie na rynku nieruchomości to społeczny dramat. Idealny temat na kampanię wyborczą. Po klęsce Mieszkania Plus rząd obiecuje tańsze kredyty, zapowiada walkę z patodeweloperami i zagranicznymi funduszami, które wykupują całe bloki. I diagnozy są tu fałszywe, i recepty.

Cezary Kowanda
04.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną