Film

Jarhead

Niezwykły, w tym naturalistycznym obrazie szkolenia marines, przygotowujących się po napaści na Kuwejt do interwencji w Iraku, jest kompletny brak atrakcji w postaci militarnych potyczek. W zamian autorzy filmu proponują wizję męczarni psychicznych rekrutów, którzy niczym psy pościgowe są urabiani po to, by stać się perfekcyjnymi narzędziami zabijania.

Pacyfistyczne przesłanie oraz przyświecające zwykle tego typu dramatom oskarżycielskie intencje pod adresem wojskowych instytucji tu zamieniają się nieoczekiwanie w pochwałę żołnierskiego znoju i twardej, męskiej przyjaźni, która przetrwa najtrudniejsze chwile.

Porównywany do koszarowej wersji „Buszującego w zbożu” film Mendesa wygląda tak, jakby został opowiedziany przez marines, a nie przez człowieka z zewnątrz, który mając dystans do sprawy opatruje opowieść odpowiednim komentarzem. Brak wyraźnego potępienia wojennego okrucieństwa drażni, bo stawia widza w dwuznacznej sytuacji, którą najlepiej wyraża surrealistyczna scena rosnącego, krwiożerczego entuzjazmu żołnierzy oglądających makabryczną, antywojenną sekwencję bombardowania napalmem wietnamskiej wioski w „Czasie Apokalipsy”.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Pokonać nałóg. Co zrobić, żeby wyjść na prostą?

Jacek Sędkiewicz o tym, jak zauważyć swoje uzależnienie i sobie z nim poradzić.

Agnieszka Mazurczyk
25.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną