Film

Pietà lampeduska

Recenzja filmu: „Fuocoammare”, reż. Gianfranco Rosi

Jeden z bohaterów – syn rybaka z Lampedusy Jeden z bohaterów – syn rybaka z Lampedusy Aurora Films / materiały prasowe
Ta poetycka impresja powstawała metodą cierpliwej obserwacji rytmu życia wyspy przez blisko półtora roku.

Cichy, skromny dokument poświęcony tematyce uchodźczej, uhonorowany Złotym Niedźwiedziem w Berlinie. Zaskakująco delikatnie obrazuje koszmarny los nielegalnych uciekinierów z północnej Afryki i Syrii próbujących przedrzeć się do Europy przez morze. Włoski reżyser Gianfranco Rosi przygląda się im z perspektywy zwykłych mieszkańców niewielkiej wyspy Lampedusa, na którą trafiają niczym duchy albo kosmici – zanurzeni w swoich światach, zamknięci w bólu, zszokowani, że przeżyli. Pełen ciepła i współczucia film nie przytłacza faktami, nie sili się na budowanie dramaturgii z mocną publicystyczną tezą. Zaczyna się tam, gdzie dziennikarstwo się kończy, pozostawiając pytania w zasadzie bez odpowiedzi. Ta poetycka impresja powstawała metodą cierpliwej obserwacji rytmu życia wyspy przez blisko półtora roku. Jednym z bohaterów jest doświadczony lekarz stykający się codziennie z rozpaczą i strachem przybyszów. Drugim jest 12-letni, niedowidzący na jedno oko chłopak, syn rybaka zabawiający się strzelaniem z procy do kaktusów i ptaków. Układa się z tego wielopiętrowa metafora nie tyle nadziei, ile kompletnie obcych rzeczywistości bezradnie przyglądających się sobie.

Fuocoammare, reż. Gianfranco Rosi, prod. Włochy, 108 min

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Destrukcyjne relacje w rodzinie

Poradnik dla skrzywdzonych przez rodziców.

Anna Tylikowska
13.11.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną