Recenzja filmu: „Wszystkie nieprzespane noce”, reż. Michał Marczak

Chwilo trwaj
Jest w tym improwizowanym filmie, pochopnie utożsamianym z manifestem pokoleniowym 20-letnich warszawskich hipsterów, coś zuchwale bezwstydnego, co zachwyca i odpycha równocześnie.
Michał Huszcza i Krzysztof Bagiński
Kino Świat

Michał Huszcza i Krzysztof Bagiński

„Wszystkie nieprzespane noce” Michała Marczaka nie są ani dokumentem, ani fabułą. Przypominają odrealniony sen. Zmontowany z czułością chaotyczny kolaż psychodelicznych sytuacji drąży temat czasu, rozkosznie trwonionego przez młodość na niekończące się miłosno-narkotykowe szaleństwa. Kamera spontanicznie prowadzona przez reżysera pokazuje zdeformowany, przefiltrowany przez wyobraźnię twórcy beztroski świat dwóch jego kumpli, łapanych w najbardziej krepujących momentach towarzyskich gaf, łóżkowych zawodów, gdy niesieni imprezowym entuzjazmem, zachłyśnięci osobistym czarem przełamują nieśmiałość, brnąc w pseudofilozoficzną zgrywę. Esencja młodości jako wygłup, do którego się potem wiecznie tęskni i wraca. Niekończąca się jazda w rytm transowej muzyki jako spełnienie w niespełnieniu i samotności. Życie na haju wrażliwych, niewinnych, przegranych, śmiesznych marzycieli w mieście duchów. Z dala od rodziców, bez brania odpowiedzialności za cokolwiek, z kasą spadającą z nieba.

Wszystkie nieprzespane noce, reż. Michał Marczak, prod. Polska, 100 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną