Recenzja serialu: „Twin Peaks”, reż. David Lynch

Duchy, demony, sobowtóry
Ton całości jest zdecydowanie ciemniejszy, lekkość i purnonsensowe poczucie humoru pierwszych sezonów wyparowało.
Agent specjalny FBI Dale Cooper (Kyle MacLachlan) i Laura Palmer (Sheryl Lee) 25 lat później
materiały prasowe

Agent specjalny FBI Dale Cooper (Kyle MacLachlan) i Laura Palmer (Sheryl Lee) 25 lat później

Powrót jednej z najlepszych, najbardziej szalonych i najsilniej inspirujących produkcji w historii telewizji, zakończonego w 1991 r. po dwóch sezonach (razem 30 odcinków) „Miasteczka Twin Peaks”, wzbudzał jednocześnie ekscytację i obawy. Te drugie budziła słaba w ostatnich latach reżyserska forma Lyncha, ale także niedawny rozczarowujący powrót innej kultowej produkcji z lat 90. „Z Archiwum X”. Pokazane dotąd odcinki (sezon liczy ich 18) nowego „Twin Peaks” pozwalają jednak na ostrożny optymizm. Akcja zaczyna się – zgodnie z obietnicą złożoną przez Laurę Palmer uwięzionemu w Czarnej Chacie agentowi Cooperowi – 25 lat po finale serialu. Główny wątek dotyczy prób wyciągnięcia Coopera (wciąż Kyle MacLachlan) z Czarnej Chaty, co wymaga ściągnięcia tam jego demonicznego sobowtóra, który w międzyczasie rozkręcił zbrodnicze imperium w… Dakocie Południowej i zrobi wszystko, by do Czarnej Chaty nie powrócić.

Twin Peaks, reż. David Lynch, HBO i HBO GO

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj