Recenzja filmu: „Wojna o planetę małp”, reż. Matt Reeves

Ewangelia nowego gatunku
Walka dobra i zła jak w klasycznych westernach sprzed wielu dekad.
Bohater Woody’ego Harrelsona jest wzorowany na postaci Kurtza z „Jądra ciemności”.
Imperial-Cinepix

Bohater Woody’ego Harrelsona jest wzorowany na postaci Kurtza z „Jądra ciemności”.

Duże stosunkowo powodzenie trzeciej części odświeżonej serii o Planecie Małp wynika m.in. stąd, że wcale nie trzeba znać poprzednich odcinków, by docenić apokaliptyczny koncept i rozmach tego widowiska. Dochodzi tu do starcia trzech żywiołów: gatunku ludzkiego wymierającego na skutek zakażenia śmiertelnym wirusem, humanoidalnych małp błyskawicznie rozwijających swoje zdolności intelektualne oraz nieodgadnionych sił natury, które są prawdziwym motorem dziejów. Najbardziej świadomą, złożoną i demoniczną postacią wydaje się grany przez Woody’ego Harrelsona pułkownik dezerter wzorowany na ogarniętej szaleństwem postaci Kurtza z „Jądra ciemności”. Zbrodniarz i sadysta kierujący się osobliwym dekalogiem. Jego antagonistą jest Cesar, charyzmatyczny przywódca stada, ktoś w rodzaju mesjasza głoszącego ewangelię miłosierdzia nowo powstającego gatunku. Oglądając ich pojedynek przypominający walkę dobra i zła w klasycznych westernach sprzed wielu dekad, warto przymknąć oko na dramaturgiczne absurdy (przykładowo: małpy świetnie posługują się kałasznikowami, tylko spróbujcie wyjaśnić, skąd biorą naboje). O poprawności obyczajowej zakazującej pokazywania płci nagich zwierząt nie warto nawet wspominać, bo do tego miłośnicy serii już przywykli.

Wojna o planetę małp (War for the Planet of the Apes), reż. Matt Reeves, prod. USA 2017 r., 140 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną