Recenzja filmu: „Tulipanowa gorączka (Tulip Fever)”, reż. Justin Chadwick

Wiele hałasu o nic
Film, przechylony w kierunku melodramatu retro, chwilami zbyt mocno przypomina absurdalną zabawę w teatralne qui pro quo.
Alicia Vikander jako Sophia Sandvoort, z tyłu – Christoph Waltz (Cornelis)
Forum Film/materiały prasowe

Alicia Vikander jako Sophia Sandvoort, z tyłu – Christoph Waltz (Cornelis)

Krucha, prześliczna Alicia Vikander nie jest jeszcze najlepiej opłacaną aktorką Hollywoodu. Jeśli jednak pozostanie tak ambitna i pracowita, wkrótce może zdetronizować Emmę Stone – aktualny numer jeden na liście płac. Obie posiadają nieprzeciętny talent, potwierdzony już Oscarem, i sprzyja im szczęście. „Tulipanową gorączkę” trudno uznać za punkt zwrotny w karierze młodej Szwedki, niemniej gdyby nie jej wyróżniająca się kreacja, nie byłoby wyraźnego powodu, by ten film oglądać. Vikander gra tu religijną, cichą, podporządkowaną mężowskiej władzy (kochaj, czcij i bądź posłuszna) niewinną wychowankę sierocińca, wykupioną przez dużo starszego, zamożnego, pełnego sił witalnych kupca (Christoph Waltz). Dziewczyna ma urodzić mu syna, upragnionego dziedzica. Na podobieństwo klasycznych romansów rozgrywających się w odległych epokach cała komplikacja stłamszonej wewnętrznie kobiety będzie więc polegać na sprzeniewierzeniu się małżeńskiej przysiędze, a napięcie budować dbałość o zachowanie pozorów, oczywiście do czasu.

Wyrafinowana, piętrowa intryga – z silnymi odniesieniami do dramatu elżbietańskiego – krąży nieustannie między farsą a tragedią, sytuując film w rejonach szekspirowskich komedii przebaczenia. Wielkim manipulatorem pociągającym za sznurki są tu rozpalone namiętności. Przy czym nie dotyczy to tylko seksualnej rozkoszy odkrywanej przez niewierną panią oraz jej służącą, lecz również namiętności do hazardu i pieniędzy, objawiającej się słynną XVII-wieczną tulipanomanią, czyli szaleństwem spekulacji sprowadzanymi z zagranicy kwiatami, którymi handlowano na giełdach holenderskich miast. Film, przechylony w kierunku melodramatu retro, chwilami zbyt mocno przypomina absurdalną zabawę w teatralne qui pro quo. Znawcy docenią zapewne stylizację na malarstwo Pietera de Hocha i Gabriela Metsu. Wizualnie „Dziewczyna z perłą” prezentowała się jednak lepiej.

Tulipanowa gorączka (Tulip Fever), reż. Justin Chadwick, prod. Wielka Brytania, USA 2017, 105 min

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną