Recenzja filmu: „Blade Runner 2049”, reż. Denis Villeneuve

Homo androidus
Ponura wizja zniszczenia natury oraz upadku cywilizacji
Harrison Ford (z lewej) i Ryan Gosling patrzą na kres panowania homo sapiens.
Sony Pictures/UIP

Harrison Ford (z lewej) i Ryan Gosling patrzą na kres panowania homo sapiens.

Nakręcony przez Denisa Villeneuve’a „Blade Runner 2049” – kontynuacja legendarnego widowiska science fiction – miał być najbardziej oszałamiającym wydarzeniem filmowym sezonu. I zaskoczenia nie ma, co być może zaskakuje najbardziej. Zdziwienie budzi pokora, z jaką kanadyjski reżyser potraktował kultowe dzieło poprzednika. Wiele motywów, onirycznych scen, nie mówiąc o tajemniczych relacjach między protagonistami, wywodzi się wprost z „Łowcy androidów”. Transowy nastrój, powolne tempo opowiadania również nawiązują do oryginału Ridleya Scotta. Nawet robiąca kolosalne wrażenie nowa scenografia Dennisa Gassnera filmowana w oszczędnej rdzawo-stalowo-pomarańczowej tonacji kolorystycznej (świetne zdjęcia Rogera Deakinsa) wydaje się dziwnie znajoma. Dystopijna wizja wielokulturowego Los Angeles jako umierającej przemysłowej metropolii oblewanej kwaśnymi deszczami – a teraz dla odmiany zasypywanej śniegiem – jest głęboko zanurzona w halucynacyjno-mesjanistycznych obrazach Kubricka i Tarkowskiego.

Prawie trzygodzinny sequel magnetyzuje, nie wywołuje jednak wstrząsu. W świecie przyszłości opanowanym przez różne odmiany inteligentnych replikantów (na starych zbuntowanych polują bezwzględnie posłuszne androidy) wracają rytualne pytania m.in. o kierunek ewolucji gatunku ludzkiego, odpowiedzialność człowieka za naukowe eksperymenty, o to, czy zaprogramowana sztuczna inteligencja może wyrwać się spod kontroli i zyskać duszę? Ofiarą romantyczno-tragicznego procesu uczłowieczania maszyn staje się replikant nowej generacji, bezduszny kiler na usługach policji otrzymujący, jak niegdyś Rick Dekard (Harrison Ford), zadanie wytropienia i zlikwidowania – jak mu się wydaje – samego siebie. Gra go, jak zawsze z kamienną twarzą, Ryan Gosling idealnie pasujący do takich kafkowskich charakterów. W wieloznacznym, narkotycznym spektaklu Villeneuve’a oprócz zawartej w nim fascynującej, lecz ponurej wizji zniszczenia natury oraz upadku cywilizacji wszystko kręci się wokół konsekwencji zdolności reprodukcyjnych sztucznych ludzi. Narodziny nowego gatunku to niechybny kres panowania homo sapiens. Być może jednak – co sugeruje film – nie jest to najgorsze rozwiązanie?

Blade Runner 2049, reż. Denis Villeneuve, prod. Kanada, USA, Wielka Brytania 2017, 163 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną