Recenzja filmu: „Młynarski. Piosenka finałowa”, reż. Alicja Albrecht

Młynarski o Młynarskim
Pozostaje wrażenie niewykorzystanych możliwości.
Wojciech Młynarski
materiały prasowe

Wojciech Młynarski

Wojciech Młynarski miał się bardzo tremować przed wyjściem na scenę. W dokumencie „Młynarski. Piosenka finałowa” Jan Młynarski, muzyk i jego syn, wspomina, że widział, jak za kulisami ojcu trzęsły się ręce, ale jak wychodził na scenę, to już mu się nie trzęsły. Momentami trudne relacje z bliskimi i kłopoty we współpracy z przyjaciółmi, nasilane przez chorobę afektywną dwubiegunową Młynarskiego, zdążył skomentować w otwarty sposób sam artysta. Ta jego otwartość, a także zarejestrowana mądra i delikatna reakcja rodziny, przyjaciół i współpracowników, również nagranych jeszcze za jego życia, stanowią wzruszający element tego dokumentu. Reżyserka i autorka scenariusza Alicja Albrecht, która w 1990 r. nakręciła pierwszy materiał z artystą, przeplata w drugim filmie statyczne kadry wypowiadających się ludzi (Janusz Głowacki czy Krystyna Janda) z nagraniami z występów i prób Młynarskiego pochodzących z archiwum TVP. Przyjęta forma jest już jednak tak ograna w filmach dokumentalnych, że działa momentami usypiająco. Nie wybijają z tego pojawiające się w drugiej części filmu fragmenty teledysków i animacji do piosenek, realizowane na potrzeby dokumentu. Pozostaje wrażenie niewykorzystanych możliwości, a przecież Jan Młynarski mówi w tym dokumencie o tym, jak ostatnie nagrania Johnny’ego Casha sprawiły, że chciał zrobić tego typu płytę z ojcem jako jego muzyk i producent. Żeby móc w ten sposób spojrzeć na ojca z innej, nowej i młodej strony.

Młynarski. Piosenka finałowa, reż. Alicja Albrecht, prod. Polska 2017, 90 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną