Recenzja filmu: „Tunel”, reż. Kim Seong-Hun

Tunel satyry
Film o kryzysie komunikacji między ludźmi w Korei Południowej.
Ha Jung-woo w roli Jung-soo, człowieka z tunelu.
Mayfly/materiały prasowe

Ha Jung-woo w roli Jung-soo, człowieka z tunelu.

Reżyser i scenarzysta Kim Seong-Hun nie czeka długo z postawieniem swojego bohatera w trudnej sytuacji. Już po kilku minutach filmu wracający do rodziny sprzedawca samochodów Jung-soo (Ha Jung-woo) przejeżdża przez duży tunel, który się nad nim zapada. Otoczony tonami skał i żelbetu bohater musi ocenić swoje położenie: ma w aucie dwie małe butelki wody, tort urodzinowy dla córki, latarkę i 82 proc. baterii w komórce, przez którą raz dziennie dostaje informacje o mającej potrwać tydzień akcji ratunkowej. Ale dzięki wysiłkom operatora i montażysty rumowisko, w którym się znalazł, nie wydaje się klaustrofobiczne. Później Jung-soo już spokojnie i z w miarę pozytywnym nastawieniem eksploruje zniszczone otoczenie. Dobrze, że nie ma pojęcia o tym, co dzieje się w tym czasie na powierzchni. Kim Seong-Hun bowiem nie tylko inteligentnie prowadzi wątek katastroficzny, łączy go też z satyrą na zgromadzonych u wylotu tunelu polityków koniunkturalistów, dziennikarzy tracących szybko zainteresowanie poważną sprawą i ratowników przeżywających problemy organizacyjne. Bo jest to również film o kryzysie komunikacji między ludźmi w Korei Południowej.

Tunel (Teo-neol), reż. Kim Seong-Hun, prod. Korea Południowa 2016, 126 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną