Recenzja filmu: „Tom of Finland”, reż. Dome Karukoski

Rozczarowujący pierwszy raz
Film jest skierowany do szerszej publiczności, niż była sama sztuka artysty, więc siłą rzeczy musi być też trochę rozczarowujący.
Pekka Strang jako Touko Laaksonen, tytułowy Tom of Finland.
Josef Persson/Tongariro Releasing/materiały prasowe

Pekka Strang jako Touko Laaksonen, tytułowy Tom of Finland.

Tom of Finland był legendarnym twórcą gejowskiej sztuki erotycznej, zrobił karierę w amerykańskiej taniej prasie pornograficznej, ale nie mógł znaleźć podobnej akceptacji u siebie w Finlandii. Ponieważ lubił mundurowych, rysował uprawiających seks marynarzy, listonoszy, policjantów, choć nie wykluczał też kierowców autobusów, drwali i motocyklistów – jego czarno-białe rysunki nadal są ekscytujące, choć równocześnie w zabawny sposób przesadzone.

Pierwszy poświęcony mu film biograficzny „Tom of Finland” w rozbudowanej formie koncentruje się jednak na mniej oczywistych elementach z życiorysu, jak trudne relacje artysty z siostrą. Sugeruje też, bez wyraźnego oparcia w faktach, że dla jego pornograficznej sztuki formatywna była walka na noże z rosyjskim spadochroniarzem na froncie wschodnim. Brakuje w tej poprawnej opowieści seksu, humoru, ironii – tego, co Toma mogło napędzać. Ale film Dome’a Karukoskiego jest skierowany do szerszej publiczności, niż była sama sztuka artysty, więc siłą rzeczy musi być też trochę rozczarowujący.

Tom of Finland, reż. Dome Karukoski, prod. Finlandia, Szwecja, Dania, Niemcy 2017, 116 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną