Recenzja filmu: „Bright”, reż. David Ayer

Orki, magia i Will Smith
David Ayer i Will Smith realizują dla Netfliksa fantastyczny scenariusz Maxa Landisa, w którym opowieść policyjna miesza się z magią, elfami, smokami. To mroczne fantasy dla dorosłych odbiorców.
„Bright”
mat. pr.

„Bright”

Mimo że za kamerą stanął reżyser „Furii” i „Legionu Samobójców”, a przed nią Will Smith, prawdziwą gwiazdą „Bright” jest Max Landis. To jeden z najzdolniejszych scenarzystów młodego pokolenia, który wcześniej dał nam choćby „Kronikę”, a niedawno cudnie pokręcony serial „Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego”. Landis naprawdę rozumie fabuły fantastyczne i oferuje historie dojrzałe, niekiedy wykorzystujące gatunkowe schematy, zawsze jednak z ambicjami większymi niż bycie po prostu efekciarskim widowiskiem. Dlatego też „Bright”, który nosi z pozoru wszelkie cechy hollywoodzkiego blockbustera, nim nie jest.

Jest tu magia, nawet sporo, są centaury, gdzieś w tle raz miga smok, a wszyscy ganiają za magiczną różdżką. Jeżeli chcieć jednak definiować film Ayera i Landisa, trzeba zacząć rozmowę o tolerancji. Bo Landis połączył tu fantastyczną historię świata prawie takiego jak nasz, z tą różnicą, że od tysiącleci koegzystujemy z magicznymi rasami, z opowieścią o rasizmie, uprzedzeniach i walce o byciu czymś więcej niż spełnieniem cudzych oczekiwań. Wyobraźmy sobie, że Śródziemie z „Władcy pierścieni” Tolkiena dalej się rozwijało, jego historia trwała, magia zaczęła koegzystować z technologią, aż w końcu świat ten doszedł do momentu takiego jak nasza rzeczywistość – i ma takie same problemy, może nawet większe, bo ras jest więcej, a podziały wyraźniejsze, silniejsza jest więc i nienawiść.

„Bright”, jeden z najciekawszych filmów roku

W centrum tego zamieszania są grani przez Willa Smitha i Joela Edgertona odpowiednio człowiek i ork, partnerzy policjanci, niezbyt do siebie pasujący, niezbyt lubiani (Nick to pierwszy ork będący stróżem prawa, znienawidzony przez wszystkich), którzy dodatkowo wplątują się w środek intrygi z magiczną różdżką, a więc niezwykle potężnym i niesamowicie niebezpiecznym artefaktem, na którym każdy chce położyć rękę.

„Bright” to z jednej strony dosyć prosta historia akcji, rozgrywająca się głównie jednej nocy, oparta na pościgu, cóż, wszystkich za naszymi bohaterami. Z drugiej – jest to jednak komentarz do naszych realiów, bo czy ork czy czarnoskóry, czy elf, czy biały i bogaty – różnica jest żadna. Jeszcze innym obliczem tego filmu jest fakt, że w tle cały czas rozwija się mitologia i historia tej niezwykłej współczesno-magicznej rzeczywistości, opowieść fascynująca i wyraźnie większa niż ta jedna fabuła z Willem Smithem.

Netflix daje jeden z lepszych filmów fantastycznych ostatnich lat. I w ogóle jeden z ciekawszych filmów roku. Fani akcji i strzelanin znajdą u Ayera i Landisa klasyczną, ale ciekawą, głównie dzięki chemii Smith – Edgerton, opowieść policyjną. Miłośnicy fantastyki wreszcie ucieszą się z fabuły, w której warstwę fantastyczną traktuje się poważnie i z pasją – wreszcie filmowe fantasy ma dorosłe oblicze. Wszystkich zaś ucieszy widok Willa Smitha, który urodził się dla takich ról, a jego charyzma ciągnie tę opowieść.

Wadą-nie-wadą jest tu tylko fakt, że Max Landis wyraźnie zaplanował ten świat na coś większego, co się czuje, po dwóch godzinach filmu wyraźna jest więc ochota na włączenie kolejnego odcinka. Którego jednak nie ma.

Bright, reż. David Ayer, prod. USA, 117 minut

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj