Recenzja filmu: „Wieża. Jasny dzień”, reż. Jagoda Szelc

Wybudzić uśpione
Film zaczyna się jako nasycony dramat, w pewnym momencie wykonuje woltę gatunkową, by stać się podchodzącym widza horrorem.
Ten sielski obrazek komunijnego przyjęcia to tylko pozory. Z prawej – Ania Krotoska jako Mula.
Against Gravity/materiały prasowe

Ten sielski obrazek komunijnego przyjęcia to tylko pozory. Z prawej – Ania Krotoska jako Mula.

Niezależny, bezkompromisowy, nieprzeintelektualizowany, a zarazem wielopoziomowy i pewnie prowadzony debiut, za który Jagoda Szelc odebrała kilka nagród na Festiwalu Filmowym w Gdyni, a potem Paszport POLITYKI. „Wieża. Jasny dzień” jest również filmem w zachwycający, naturalistyczny sposób sfilmowanym przez Przemysława Brynkiewicza i zmontowanym przez Annę Garncarczyk, a jego wizualna strona, opierająca się na ujęciach nieprzewidywalnej, emanującej grozą dzikiej przyrody Kotliny Kłodzkiej, ma pozbawić widza poczucia, że ma do czynienia ze strukturą, którą będzie mógł intelektualnie ogarnąć. Bo Szelc zupełnie nie o to chodzi, ją wizualnie i koncepcyjnie interesuje zjawisko utraty kontroli nad rozwojem wydarzeń. Mówi zresztą o sobie, że nie lubi być władcą sytuacji, że lubi tylko sytuację dla widza sprawdzać.

Z tego powodu jest to prosty w sferze fabularnej film o dwóch siostrach, z których starsza Mula (Anna Krotoska) reprezentuje świat fizyczny, gdzie wszystko w życiu chce się kontrolować, jest emanacją cywilizacyjnej choroby, która dotyka teraz każdego. Za to jej młodsza siostra Kaja (Małgorzata Szczerbowska) reprezentuje sferę duchową, zgodę na to, że od przymusu kontroli trzeba odstąpić. Mula wychowuje dziecko Kai jako własne, czuje się więc bardzo niepewnie, gdy siostra wraca po sześciu latach na komunię świętą dziewczynki. Film, który zaczyna się jako nasycony dramat, w pewnym momencie wykonuje woltę gatunkową, by stać się podchodzącym widza horrorem, a w końcu radykalnym i osobistym traktatem filozoficznym o brutalnych siłach w rodzinie, biologii i religii.

Małgorzata Sadowska, która nominowała Szelc do Paszportu POLITYKI, pisała w uzasadnieniu, że tym filmem reżyserka „wybudza uśpione w ludziach i pejzażu energie”. Porównałabym oglądanie go do długiego samotnego spaceru po lesie. Z jednej strony takie doświadczenie przynosi wyciszenie i poczucie odpowiedzialności za siebie wśród dzikiej przyrody, a z drugiej strony las nigdy nie przestaje wywoływać naturalnego poczucia grozy.

Wieża. Jasny dzień, reż. Jagoda Szelc, prod. Polska, 106 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną