Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Film

Czego nie widać

Recenzja filmu: „Tajemnice Silver Lake”, reż. David Robert Mitchell

Andrew Garfield jako domorosły detektyw w Los Angeles. Obok: India Menuez, Grace Van Patten i Sydney Sweeney. Andrew Garfield jako domorosły detektyw w Los Angeles. Obok: India Menuez, Grace Van Patten i Sydney Sweeney. Gutek Film
W „Tajemnicach Silver Lake” roi się od popkulturowych odniesień, ale nie są one tylko barwnym ozdobnikiem mającym tworzyć – jak to w kinie rozrywkowym – nic nieznaczący, dowcipny kontekst umilający beztroską zabawę.

W „Tajemnicach Silver Lake” roi się od popkulturowych odniesień, ale nie są one tylko barwnym ozdobnikiem mającym tworzyć – jak to w kinie rozrywkowym – nic nieznaczący, dowcipny kontekst umilający beztroską zabawę.

Natłok symboli, motywów, odniesień do historii kina i kultury masowej tworzy tu coś w rodzaju labiryntu, upiornej przestrzeni, w której porusza się współczesny Philip Marlow, czyli znerwicowany, straszliwie samotny, pozbawiony stałego zajęcia chłopak (Andrew Garfield) próbujący rozwikłać zagadkę zaginięcia pięknej sąsiadki. Fizyczne podobieństwo do bohatera „Psychozy” wiele mówi o jego rozchwianiu emocjonalnym, a pasja uprawiania onanizmu oraz przywiązanie do matki słusznie naprowadzają na trop wewnętrznej paranoi. Pogoń za platynową seksbombą jest oczywiście jedynie pretekstem do ukazania osobliwości Los Angeles, współczesnego targowiska próżności, którego mieszkańcy faszerują się psychodelikami, prowadzą bujne życie nocne, błądząc myślami w kierunku czekającego ich następnego dnia castingu. Miasta wiecznie zajętego konsumpcją i produkcją dóbr lekkostrawnej muzy, z którego całkowicie wyparowała tajemnica, opanowanego przez różnej maści ekscentryków, wizjonerów, zabójców psów czy gwiazdy rocka uznające siebie za bóstwa.

I właśnie ten doskwierający brak tajemnicy staje się przyczyną narastającej paranoi oraz triumfu rozmaitych teorii spiskowych z ironią śledzonych na ekranie przez Davida Roberta Mitchella, twórcę pamiętnego horroru „Coś za mną chodzi”. Nie unikając kampowego przejaskrawienia, 44-letni reżyser nieźle sobie poczyna, twórczo rozwijając krytyczne refleksje Thomasa Pynchona (m.in. „Wada ukryta”) o upadku amerykańskiej cywilizacji. Zarzucić mu można jedynie, że zbyt mechanicznie, a nawet bezdusznie kopiuje psychodeliczny rytm hitchcockowskich filmów noir Davida Lyncha (zwłaszcza „Mulholland Drive”), nie ustrzegając się grubej metafory zaczerpniętej z zakończenia „Lśnienia” Kubricka.

Tajemnice Silver Lake (Under the Silver Lake), reż. David Robert Mitchell, prod. USA, 139 min

Polityka 38.2018 (3178) z dnia 18.09.2018; Afisz. Premiery; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Czego nie widać"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Efekt Björk. „Polityce” opowiada, jak powstają jej piosenki

Wokalistka i kompozytorka Björk tłumaczy w rozmowie z „Polityką”, o czym jest jej płyta „Vulnicura”. A my – w jaki sposób dziecięca ciekawość świata czyni z niej wciąż wybitną postać świata muzyki.

Bartek Chaciński
27.04.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną