Film

Gwiazda z duszą

Recenzja filmu: „Narodziny gwiazdy”, reż. Bradley Cooper

Bradley Cooper i Lady Gaga w filmie o miłości i muzyce. Bradley Cooper i Lady Gaga w filmie o miłości i muzyce. Warner Bros. / materiały prasowe
Lady Gaga dokonuje swoistej dekonstrukcji swojego scenicznego wizerunku, stanowi główną atrakcję filmu.

Debiut reżyserski hollywoodzkiego gwiazdora Bradleya Coopera ma przyjemny staroświecki posmak, i nikt wcale tego nie ukrywa. Zresztą sama historia dwojga kochanków poznających się w przeciwstawnych momentach swoich karier – on ze szczytu spada na dno, ona dopiero zaczyna marzyć o wielkiej sławie – zawiera w sobie ziarno sentymentalnej baśni. Cierpiącego na nieuleczalną chorobę piosenkarza alkoholika Cooper zagrał sam, tworząc o dziwo tylko umiarkowanie narcystyczną kreację. Mimo hektolitrów wlewanej w siebie gorzały, gasnącego słuchu, garściami branych prochów czarujący uśmiech zawsze gości na twarzy aktora, a miękka głębia jego mruczącego bas-barytonu zapewne doprowadzi do omdlenia wiele pań. Większym ryzykiem było powierzenie głównej roli sześciokrotnej laureatce Grammy Lady Gadze, dla której było to pierwsze tak poważne zetknięcie z kinem. Gra zakompleksioną kelnerkę, która uważa, że ma za duży nos i że z powodu jej wyglądu pies z kulawą nogą nigdy się nie zainteresuje tym, jak śpiewa. Występuje w nocnym klubie dla drag queen, przykryta toną pudru, sztucznymi brwiami oraz peruką. I w takiej właśnie scenerii, śpiewając brawurowo standard Edith Piaf „La Vie en Rose”, rozkochuje w sobie sławnego na całą Amerykę muzycznego idola.

Romantyczne ballady z duszą ilustrujące kolejne etapy ich romansu spodobają się wielu widzom, nie ulega jednak wątpliwości, że to metamorfoza Lady Gagi, która przy okazji dokonuje w „Narodzinach gwiazdy” swoistej dekonstrukcji swojego scenicznego wizerunku, stanowi główną atrakcję filmu. Jeśli chodzi o obnażenie, a także krytykę mechanizmów rządzących przemysłem rozrywkowym muzyczne widowisko Coopera nie posuwa się dalej niż cztery poprzednie wersje tej historii (włączając w to „What Price Hollywood?” z 1932 r.). W sam raz, by nie urazić akademików przyznających Oscary.

Narodziny gwiazdy (A Star Is Born), reż. Bradley Cooper, prod. USA, 135 min

Polityka 48.2018 (3188) z dnia 27.11.2018; Afisz. Premiery; s. 74
Oryginalny tytuł tekstu: "Gwiazda z duszą"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Związki romantyczne: zachowania, które wydają się normalne, a są toksyczne

Zdarza się, że mylimy zachowania, które są do zaakceptowania, z takimi, które stopniowo nasze związki wyniszczają.

Polityka.pl
13.05.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną