Recenzja filmu: „Arktyka”, reż. Joe Penna

Inna zimna wojna
Powtarzane z konieczności czynności, stanowiące pierwsze sceny, pozbawione zupełnie kontekstu czy jasnej motywacji są mocnym i prawdziwym elementem tego dreszczowca.
„Arktyka”, reż. Joe Penna
Akson Studio/materiały prasowe

„Arktyka”, reż. Joe Penna

Joe Penna najpierw rzucił specjalizację z kardiochirurgii, potem został twórcą wirali na YouTube, a potem swój debiut reżyserski, „Arktykę”, pokazał obok „Zimnej wojny” w konkursie głównym w Cannes. Nawet Mads Mikkelsen, jeden z najbardziej znanych skandynawskich aktorów, zgodził się zagrać w jego filmie i spędził 19 dni z ekipą Penna na Islandii. Choć twierdzi, że to jego najtrudniejsze doświadczenie aktorskie, to efektem jest chyba najbardziej stonowana i wzruszająca rola w jego karierze. Mikkelsen gra wytrzymałego i niepopełniającego błędów pilota, którego samolot kilka miesięcy wcześniej roztrzaskał się w skutej ludem polarnej zatoce. Jego Overgård nadal czeka na ratunek. Działa trzeźwo i metodycznie, na przykład co kilka godzin nakręca ręcznie nadajnik, licząc na to, że sygnał przechwycą służby ratunkowe. Oczyszcza też ze śniegu piramidkę z czarnych kamieni – grób drugiego pilota bądź pasażera. Nic więcej nie wiadomo o zmarłym ani o samym wypadku. Ale to właśnie powtarzane z konieczności czynności, stanowiące pierwsze sceny, pozbawione zupełnie kontekstu czy jasnej motywacji są mocnym i prawdziwym elementem tego dreszczowca. Arktyczną rutynę przerywa kolejny wypadek, tym razem śmigłowca ratunkowego. Świetna jest scena, w której Overgård, niespecjalnie zaskoczony, obserwuje z zaśnieżonego wzgórza rozwijającą się katastrofę, a potem nawet kalkuluje, jaki wpływ na jego sytuację będzie miała próba pomocy ekipie. Z wraku wyciąga jednak ciężko ranną dziewczynę (Maria Thelma Smáradóttir) i żeby ją uratować, zabiera ją w toboganie do oddalonej o kilka dni stacji polarnej. Ich tropem podąża niedźwiedź polarny i jest to tylko początek trudności piętrzących się przez resztę tego filmu jak śnieżne zaspy. Tu jednak „Arktyka” zaczyna się psuć. Penna, który jest także scenarzystą, nadal niewiele chce wyjaśnić, więc ratowanej dziewczynie na krótko pozwala odzyskać przytomność, co i tak niewiele nowego mówi o motywacjach pilota. Równocześnie stawia bohaterów przed kolejnymi wyzwaniami, które stają się powtarzalne i nudne albo coraz mniej wiarygodne, wręcz hiobowe, co bywa irytujące.

Arktyka (Arctic), reż. Joe Penna, prod. Islandia 2018, 97 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną