Film

Zwrotniczy

◊ ◊

Powolne tempo narracji zachęca do kontemplowania dziwnych, surrealistycznych scen, do wczuwania się w poetycki nastrój wyczarowywany długimi ujęciami kamery. Podobnie jak nieżyjący już mistrzowie: Tarkowski czy Has, 61-letni Stelling uprawia specyficzny, autorski typ kina, co dla niektórych stanowi zapewne wystarczającą rekomendację i gwarancję silnych, estetycznych przeżyć.

Niestety, prawda jest też taka, że spora część tego typu eksperymentów nie wytrzymuje próby czasu. Oglądane po latach zwyczajnie rozczarowują i jest to właśnie przypadek „Zwrotniczego” – artystycznego osiągnięcia Stellinga sprzed dwóch dekad. Film osadzony jest w symbolicznej przestrzeni wyludnionego torowiska, położonego gdzieś na krańcu świata. Groteskowe zachowanie tytułowego zwrotniczego (przestawia szyny, po których nie jeżdżą pociągi, czule opiekuje się drewnianym ptaszkiem) sporo mówi o jego wrażliwości, ale wprowadza też niesłuszne podejrzenie, że cierpi on na jakąś chorobę umysłową.

Cała późniejsza akcja raczej temu przeczy. Ów niewiele mówiący „święty analfabeta” z wdziękiem jaskiniowca próbuje uwieść elegancką damę, która nie wiadomo dlaczego mieszka z nim pod jednym dachem. Rozpatrywanie „Zwrotniczego” w kategoriach realistycznych nie ma jednak sensu, film zmierza bowiem w kierunku metafory życia. Oto człowiek zamknięty w swojej samotności. Oto zło wyzwolone przez pożądanie.

Niestety manieryczny styl Stellinga zabija wszelką filmową poezję.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Lekarka: Polska odwróciła się od pacjentek

„Osoby, które argumentują ten wyrok troską o życie i rodzinę, kradną czas kobietom. Decyzja trybunału sprawi, że te z nich, które chciały być matkami, nigdy nimi nie będą. A nas stawia w sytuacji nieetycznej” – mówi Kaja Filaczyńska, inicjatorka listu otwartego do TK, pod którym podpisało się niemal tysiąc lekarek i lekarzy.

Mateusz Witczak
23.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną