Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Film

Ciało za milion

Rzecz jest o pomysłowym wykorzystaniu... trupa, którego znajduje w kontenerze na śmieci podstarzały właściciel zadłużonego biura turystycznego na dalekiej Alasce (Robin Williams). Porzucone przez bandytów zwłoki służą mu do wyłudzenia ogromnego odszkodowania z polisy zaginionego brata. Spirala absurdu nakręca się, gdy nieoczekiwanie w miasteczku zjawia się dawno niewidziany brat (Woody Harrelson), a do gry przystępuje podejrzewający oszustwo niezwykle ambitny detektyw z firmy ubezpieczeniowej (Giovanni Ribisi).

Niedorzeczna, komiczno-surrealistyczna fabuła filmu przypomina chwilami „Fargo” braci Coen: jeden drobny błąd bohatera wywołuje lawinę nieprzewidywalnych zdarzeń. Im dziwniejsza zaś sytuacja, tym bardziej zaczynają się liczyć psychologiczne niuanse. Chociaż znani hollywoodzcy aktorzy grają tu na ogół osoby o nieskomplikowanej psychice, starają się nadać im głębi, zaakcentować ich wrażliwość, wydobyć nerw i dramatyzm postaw.

W konfrontacji z komiksowym splotem akcji daje to pożądany, groteskowy efekt.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną