Film

Studium obłędu

Recenzja filmu: „Lighthouse”, reż. Robert Eggers

„Lighthouse”, reż. Robert Eggers „Lighthouse”, reż. Robert Eggers A24 Pictures / materiały prasowe
Wysmakowany, wielowymiarowy dramat egzystencjalny.

Utrzymane w ekspresyjnych odcieniach czerni i bieli mroczne widowisko Roberta Eggersa przypomina surrealistyczny sen rozgrywający się w głowie tracącego przytomność rozbitka, przerażonego nadejściem tego, co nieuchronne. To jakby rozpisana na głosy oda ku czci tajemnicy, której próba poznania wywołać może tylko i wyłącznie katastrofę. Śledzenie paranoicznej akcji polegającej na zadręczaniu się dwóch samotnych dusz: starego, budzącego postrach wilka morskiego pilnie strzegącego dostępu do światła położonej na odludziu latarni morskiej (Willem Dafoe) oraz jego smutnego pomocnika, za którym się wlecze jakaś klątwa niebios (Robert Pattinson), daje poczucie hipnotycznego, systematycznego osuwania się w fascynująco piekielną czeluść. W pewien sposób zbliża to film do poziomu horroru, którym „Lighthouse” jednak nie jest – mimo nadciągającego sztormu, coraz bardziej agresywnych libacji alkoholowych, dotkliwej dla opętanych bohaterów nieobecności kobiet i niemożliwości rozładowania przez nich napięcia seksualnego, czy mimo umiejętnie podkręcającej grozę ścieżki dźwiękowej.

Lighthouse, reż. Robert Eggers, prod. USA, Kanada, 110 min

Polityka 48.2019 (3238) z dnia 26.11.2019; Afisz. Premiery; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Studium obłędu"
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021