Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Film

Droga przez mękę

Recenzja filmu: „1917”, reż. Sam Mendes

„1917”, reż. Sam Mendes „1917”, reż. Sam Mendes Monolith Films / materiały prasowe
Film stara się gładko i płynnie wprowadzić widza w wewnętrzną przestrzeń rozdygotanych duchowo bohaterów.

Sensacyjny laureat Złotych Globów w dwóch najważniejszych kategoriach (za reżyserię i najlepszy dramat) zdobył też 10 oscarowych nominacji – co robi wrażenie. Ale przypinanie filmowi „1917” łatki wyjątkowego widowiska o równie wyśrubowanych ambicjach co „Cienka czerwona linia” albo „Full Metal Jacket” wydaje się mocno na wyrost. Antywojenna fantasmagoria Sama Mendesa to bardzo piękny, postapokaliptyczny spektakl rozegrany w okopach I wojny światowej, operatorski majstersztyk zaprojektowany tak, aby składał się z zaledwie dwóch ujęć kamery przechodzących z jasności w ciemność (jedno ma miejsce w ciągu dnia, a drugie po zachodzie słońca). Ma to oczywiście symboliczne znaczenie, tak samo jak wciągająca, kolista dramaturgia powracająca jakby do punktu wyjścia, uświadamiająca bezsens zabijania, przypominająca o wartościach domowego ogniska, do których bardzo tęsknią wyglądający jak senne zjawy żołnierze.

Osiągnięcia wizualne są niezaprzeczalne, lecz pozbawiona głębszej komplikacji fabuła rozciągnięta w formę sennego koszmaru więcej ma wspólnego z grą komputerową niż z filmem. W makabrycznej wędrówce przez ziemię niczyją w północnej Francji dwóch brytyjskich szeregowców, którzy mają ostrzec swoich kompanów przed pułapką zastawioną przez Niemców, trudno się doszukać psychologicznego wyrafinowania. Wrażenie robią szczegóły: błoto, wszechobecne szczury, rozkładające się trupy oraz inne niespodzianki chyba ciekawiej i na pewno z większą dozą realizmu ukazane w rewelacyjnym dokumencie Petera Jacksona „I młodzi pozostaną”. „1917” stara się gładko i płynnie wprowadzić widza w wewnętrzną przestrzeń rozdygotanych duchowo bohaterów, ale by przejmować się ich emocjami i odczuwać niebezpieczeństwo, zbyt często uwagę zaprząta imponująca praca kamery. Zbyt brutalne i skomplikowane mamy czasy, by takie estetyzowanie i uproszczenia nazywać odkryciem.

1917, reż. Sam Mendes, prod. USA, Wielka Brytania, 119 min

Polityka 4.2020 (3245) z dnia 21.01.2020; Afisz. Premiery; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Droga przez mękę"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną