Film

Job, czyli ostatnia szara komórka

Niestety, to co później oglądamy na ekranie, wygląda znacznie gorzej niż zapowiadana chała w dowcipnym wystąpieniu krytyka. Rodzi to podejrzenie, że jednak Niewolski nie do końca ma świadomość, jak zły film nakręcił.

„Job” to amatorska parodia „Hi Waya” Jacka Borusińskiego. Film bez sensu, logiki i akcji, który również składa się wyłącznie z kabaretowych skeczy, najczęściej fatalnie granych i mało śmiesznych (oto przykład: ksiądz pyta się drugiego, czy nowy płaszcz ma za mszowe? Nie, burzy się kolega, za swoje). Choć trudno w to uwierzyć, to jednak umiejętności, wdzięk i zalążek postmodernistycznej filozofijki w głowach Mumio czynią z nich wielkich artystów w porównaniu z zaprezentowaną manią wielkości Niewolskiego, któremu wydawało się, że zrobienie komedii to błahostka.

To, że „Job” jest klęską, nie ulega wątpliwości, problemem pozostają sukcesy „Palimpsestu” i „Symetrii” – czy w świetle atrofii reżyserskich umiejętności Niewolskiego były one dziełem przypadku, czy raczej „Job” to wypadek przy pracy. Mam nadzieję, że to drugie.

Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną