Film

Cząstki elementarne

◊ ◊ ◊ ◊

Niemiecki reżyser Oskar Roehler zadbał o to, żeby kłopotliwe, ironiczno-nihilistyczne wywody pisarza na temat obłudy religijnej i przyczyn upadku zachodniej cywilizacji nie drażniły specjalnie uszu widzów.

Skupiając się na perypetiach dwóch dobiegających czterdziestki przyrodnich braci: skrajnego racjonalisty, biologa molekularnego poświęcającego się tylko pracy (Christian Ulmen) i sfrustrowanego literata, dla którego seks stanowi sedno życia (Moritz Bleibtreu), nadał ich przygodom dość typowy kształt melodramatu. Obaj bohaterowie reprezentują zupełnie odmienne postawy, lecz uświadamiają sobie, że przez długi czas byli niezdolni do miłości, a całą winę za ich kompleksy i niepowodzenia ponosi ich erotycznie wyzwolona matka-hippiska.

Obrazoburcze sceny, które mogłyby rodzić podejrzenie, że chodzi o bluźnierczo-prześmiewcze spojrzenie na społeczeństwo w stanie rozpadu, reżyser zwyczajnie usunął. Zaś skrajnie pesymistyczne zakończenie książki zostało zastąpione nowym, bo widzom należy się przecież pocieszenie i powinni wyjść z kina „z dobrym samopoczuciem, zdolni z uśmiechem zmierzyć się z losem”.

O rok młodszy od Houellebecqa Roehler należy do grona najciekawszych twórców kina niemieckiego, o czym świadczą nakręcone przez niego i wielokrotnie nagradzane dramaty, m.in.„Strach” i „Nie ma dokąd iść”. „Cząstki elementarne” dowodzą, że niekoniecznie powinien rozwijać swój talent, biorąc na warsztat filozoficzną prozę, która go najwyraźniej przerasta.

Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną