Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Film

Ryś

Doszło do tego, że heroiniom polskich scen i ekranów, przykładowo Beacie Tyszkiewicz, Grażynie Szapołowskiej i Krystynie Jandzie, trzeba było powierzyć epizodyczne role sprzątaczek. Najważniejsza jest wszakże rola główna, w której obsadził się sam reżyser Tym, ale innego wyjścia nie miał, gra przecież dobrze nam znanego Ryszarda Ochódzkiego, prezesa przesławnego klubu sportowego Tęcza, w którego wcielał się z wielkim powodzeniem najpierw w „Misiu”, a potem w „Rozmowach kontrolowanych”. Od razu zaspokoję ciekawość widzów pragnących z góry wiedzieć, czy w filmie występuje zaufany prezesa, niejaki Jarząbek: owszem, występuje, choć z Ochódzkim dzieli go obecnie różnica poglądów politycznych, lecz z oczywistych powodów nie mogę zdradzić, co z tego wyniknie.

Nawiasem mówiąc, z kwestią, co w tym filmie z czego wynika, są pewne problemy, ale ja bym radził na takie szczegóły w ogóle nie zwracać uwagi. Przyszliśmy do kina pośmiać się, to się śmiejmy, tym bardziej że film trwa prawie dwie i pół godziny, co jest godnym odnotowania osiągnięciem w historii kina polskiego i nie tylko. Tak więc prezes Ochódzki ma sporo czasu, żeby się urządzić w nowej, coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości. Wprawdzie goni go mafia, choć jak się okaże, całkiem omyłkowo, niemniej dzięki temu akcja zostanie przeniesiona na Suwalszczyznę, gdzie są ładne krajobrazy i mniejszość litewska. Mniejszość ta ma w rozwoju akcji wielkie znaczenie, ponieważ pojawia się szansa, aby Ochódzki wszedł do Sejmu z ramienia mniejszości litewskiej właśnie. I on z tej szansy skorzysta. Scena, w której wygłasza swe exposé, czytając wypracowanie szkolne pewnej niezbyt rozgarniętej uczennicy, jest jedną z najlepszych w filmie. Nic dziwnego, że po tym występie pojawi się kolejna ciekawa propozycja – Ochódzki na prezydenta! Ale tu w paradę wchodzi pewien ksiądz...

Jak z powyższego chaotycznego, aczkolwiek adekwatnego do narracji filmu, streszczenia wynika, mamy w „Rysiu” tzw. przekrój społeczny. Czyli są gangsterzy i politycy, księża i policjanci, żony i kochanki oraz przedstawiciele mediów elektronicznych, a wszyscy wyglądają dokładnie tak, jak powinni wyglądać w rodzimej komedii do szerokiego rozpowszechniania. Również liczne dowcipy reprezentują cały wachlarz humoru krajowego, od wyrafinowanych (np. krótki występ Andrzeja Dobosza z „Rejsu”), po ociężale plebejskie, do których zaliczyłbym scenę, w której Stanisław Tym i Krzysztof Kowalewski ściągają z błahych powodów spodnie, zaś sekretarka myśli, że są gejami i wpada w popłoch. Jednym słowem, dla każdego coś miłego, by na koniec powiedzieć do rymu, jak to się zdarza od czasu do czasu bohaterom kultowego z założenia „Rysia”, który jest „Misiem” na miarę naszych czasów.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną