Film

Wojownik-cień

George Lucas i Francis Ford Coppola rozpoczynając swoją karierę filmową jednym tchem wymieniali trzech mistrzów kina: Felliniego, Bergmana i Kurosawę. Pod koniec lat siedemdziesiątych mogli spłacić swój artystyczny dług wobec Kurosawy. Pomogli reżyserowi w znalezieniu wytwórni, która zajęła się projektem „Sobowtóra” w momencie, gdy nikt nie wierzył w sukces japońskiego reżysera, który od pięciu lat nie filmował i zaczął popadać w depresję.

W „Sobowtórze”, dwuipółgodzinnym dramacie historycznym opowiadającym o klęsce rodu Takeda, jest wszystko, co u Kurosawy najlepsze: XVI-wieczna Japonia i jej zwyczaje jako tło walk prowadzonych przez armie samurajów. Śmiertelnie rannego szoguna Shingena Takedę ma zastąpić wojownik-cień, czyli sobowtór. Okazuje się nim skazany na ukrzyżowanie drobny złodziejaszek, który zamiast na miejsce kaźni, trafia na szczyty władzy i powoli zaczyna wchodzić w swoją nową życiową rolę. Kurosawa stworzył pełen rozmachu, niezwykle malarski film.

Powstało arcydzieło obsypane nagrodami: Złota Plama w Cannes (razem z „Całym tym zgiełkiem” Boba Fosse’a), Cezar za najlepszy film obcojęzyczny, nominacje do Oscarów. To podstawowa lektura kinomana.

  

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Gdy „my” staje się ważniejsze niż „ja”

Kiedy przywiązanie do firmy, organizacji czy narodu staje się chorobliwe.

Aleksandra Cisłak, Aleksandra Cichocka
22.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną