Film

Szef wszystkich szefów

Najnowszy film Larsa von Triera „Szef wszystkich szefów” jest smutną komedią, na której śmiać się raczej nie ma z czego, chyba że z arogancji samego reżysera. Film przypomina amatorską produkcję zrealizowaną bez pieniędzy i przygotowania. Von Trier osobiście wygłasza zza kadru swoje uwagi do widzów, przyjmując rolę wszechobecnego narratora (szefa wszystkich szefów). Jednocześnie próbuje opowiedzieć groteskową historię o poszukiwaniu szefa przez zrozpaczonych pracowników informatycznej firmy zajmującej się prawdopodobnie e-biznesem.

Sytuacja niczym z surrealistycznego teatru Pirandella nie rozwija się jednak żywo. Przeciwnie, upodabnia się do kiepskiej psychodramy, a mało zabawne dialogi i zupełnie nieśmieszne sytuacje nie układają się w żadną oryginalną metaforę – jak przykładowo w „Idiotach”, opartych na podobnym pomyśle. Idea, aby wyrafinowany artysta i prowokator, za jakiego uchodzi Duńczyk, wziął się za komedię – gatunek stojący w sprzeczności z jego temperamentem i intelektualnymi ambicjami, może i była odważna.

Niemniej mizeria inscenizacyjna, luki w dramaturgii oraz słabe aktorstwo każą w tym wypadku myśleć o artystycznej katastrofie.

Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną