Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Film

Pogrzeb jak wesele

© m.p. © m.p.
Mieszkańcy mazurskich wsi o umieraniu. Ciekawa rejestracja zanikających rytuałów.

Podobno nasza cywilizacja poradziła sobie ze śmiercią, podobno jej nie ma. Jeśli nawet coś takiego się komuś przytrafia, to odbywa się to najczęściej wstydliwie, gdzieś za parawanem na szpitalnym łóżku. Z tym większym zaskoczeniem i ciekawością ogląda się doskonały dokument Małgorzaty Szumowskiej „Czego tu się bać?”.

Dokumentalistka rozmawia o umieraniu z mieszkańcami mazurskich wsi. Być może to ostatni moment, by zarejestrować zanikające rytuały. „Na pogrzeb ludzie zjeżdżają się z najdalszych stron bardziej niż na wesele, bo to ostatni raz” – opowiadają kobiety. Siedzą grupkami w kuchni przy stole, na ławce przed domem i plotkują o umieraniu jak o czymś, w czym wielokrotnie uczestniczyły. Nieboszczyka myje się i ubiera w domu, w którym często leży jeszcze kilka dni po śmierci. Dlatego trzeba znać zasady. Nie wolno używać grzebienia, którym czesało się nieboszczyka, bo można się zarazić jadem trupim. Jak się przy ubieraniu mówi do nieboszczyka po imieniu, to on się robi luźny i łatwiej go ubrać. Jak nieboszczyk ma niedomknięte prawe oko, to umrze mężczyzna, który w nie spojrzy, jak lewe – to kobieta – opowiada z groźną miną jedna z bohaterek filmu, ale za chwilę się uśmiecha, bo radosny sposób opowiadania oswaja grozę śmierci.

Nie ma się czego bać – mówią zgodnie bohaterowie filmu. W ostatniej scenie para staruszków ubrana w swoje stroje na śmierć siedzi trzymając się za ręce. Zgodnie i dobrze przeżyli życie, dlatego śmierci się nie boją. Martwią się tylko, że któreś z nich odejdzie pierwsze. Film trzeba koniecznie zobaczyć, choć pora emisji nie jest sprzyjająca.
 

Czego tu się bać?, film dokumentalny Małgorzaty Szumowskiej, TVP 2, 5 kwietnia br. (Wielki Czwartek), godz. 14.10

 

Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną