Film

Time

Fabuła filmu ostentacyjnie oderwana od rzeczywistości.

Koreański twórca filmowy Kim Ki-Duk („Pusty dom”, „Łuk”) dał się poznać jako ciekawy artysta, konsekwentnie uprawiający poetycką odmianę kina autorskiego. Symboliczny melodramat „Time” jest już jego 13 dziełem (każdego roku powstaje nowy film), niestety chybionym.

Abstrakcyjna fabuła filmu jest tak ostentacyjnie oderwana od rzeczywistości, że trudno ją potraktować inaczej niż wzruszeniem ramion. Temat to rozpad heteroseksualnego związku. Erotyczne znudzenie partnerem i zazdrość o nowych kochanków zostaje wyrażona poprzez ciąg zaskakujących decyzji podejmowanych przez parę przeżywającą kryzys emocjonalny. Najpierw kobieta, potem mężczyzna poddają się bolesnej operacji plastycznej, całkowicie zmieniającej ich wygląd. Ma to udowodnić kochanej osobie, że fizyczność stanowi tylko formę, którą można dowolnie kształtować, a tak naprawdę liczy się głębokie (i niepowtarzalne z nikim innym) doznanie duchowe.

Bardzo interesujące w warstwie filozoficznej pytanie o trwałość miłosnej fascynacji i cenę, jaką gotowi jesteśmy płacić za utrzymanie związku opartego na seksie, na płaszczyźnie realistycznej irytuje dosłownością i niewyszukaną metaforyką.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną