Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Film

Time

Fabuła filmu ostentacyjnie oderwana od rzeczywistości.

Koreański twórca filmowy Kim Ki-Duk („Pusty dom”, „Łuk”) dał się poznać jako ciekawy artysta, konsekwentnie uprawiający poetycką odmianę kina autorskiego. Symboliczny melodramat „Time” jest już jego 13 dziełem (każdego roku powstaje nowy film), niestety chybionym.

Abstrakcyjna fabuła filmu jest tak ostentacyjnie oderwana od rzeczywistości, że trudno ją potraktować inaczej niż wzruszeniem ramion. Temat to rozpad heteroseksualnego związku. Erotyczne znudzenie partnerem i zazdrość o nowych kochanków zostaje wyrażona poprzez ciąg zaskakujących decyzji podejmowanych przez parę przeżywającą kryzys emocjonalny. Najpierw kobieta, potem mężczyzna poddają się bolesnej operacji plastycznej, całkowicie zmieniającej ich wygląd. Ma to udowodnić kochanej osobie, że fizyczność stanowi tylko formę, którą można dowolnie kształtować, a tak naprawdę liczy się głębokie (i niepowtarzalne z nikim innym) doznanie duchowe.

Bardzo interesujące w warstwie filozoficznej pytanie o trwałość miłosnej fascynacji i cenę, jaką gotowi jesteśmy płacić za utrzymanie związku opartego na seksie, na płaszczyźnie realistycznej irytuje dosłownością i niewyszukaną metaforyką.

Reklama

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną