Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Film

Doskonałe popołudnie

Starcie dwóch pokoleń: ojców (Solidarność) i dzieci (kapitalizm).

Przemysław Wojcieszek (ur. 1974), w odróżnieniu od swych rówieśników robiących filmy smutne, depresyjne, wierzy w happy end. Jego ulubiony bohater (zarówno w filmie jak i w sztukach teatralnych) jest zbuntowanym młodym człowiekiem, który zmierza w wytyczonym kierunku mimo wszelkich przeciwności.

W „Doskonałym popołudniu” Wojcieszek postanowił skonfrontować postawy dwóch pokoleń: ojców i dzieci. Ojcowie mieli Solidarność, stan wojenny, konspirację i ostateczne zwycięstwo, a także późniejsze rozczarowania. Dzieci muszą znaleźć dla siebie miejsce w warunkach realnego kapitalizmu.

Mikołaj, główny bohater filmu, uciekł z rodzinnego domu w Warszawie, wyjechał do Gliwic, gdzie wraz z kolegą założyli ambitne wydawnictwo. Idzie im tak sobie, ale nie tracą nadziei. Mikołaj ma też sympatyczną dziewczynę Annę, z którą właśnie zamierza wziąć ślub. Zaprasza rodziców, zasłużonych w bojach o wolną Polskę, od dawna rozwiedzionych. Akcja toczy się równolegle – skłóceni małżonkowie podróżują ze stolicy na Śląsk, mają więc wystarczająco dużo czasu, żeby zrobić rachunek sumienia całego swego życia. Jednocześnie trwają przygotowania do ślubu, tylko cywilnego, co zdecydowanie nie podoba się rodzicom panny młodej, zwłaszcza ojcu rzeźnikowi.

Niestety, film ma sporo wad: jest straszliwie przegadany, pary bohaterów toczą ze sobą bez przerwy długie rozmowy, jakby brały udział w debacie telewizyjnej. Aktorstwo też jest nierówne (najlepiej wypadli grający przyszłych teściów rzeźników Sławomir Orzechowski i Dorota Kamińska). Niemniej „Popołudnie” budzi sympatię właśnie dlatego, że Wojcieszek ma odwagę mówić własnym głosem. Jego życiowy optymizm przeniesiony na ekran wypada wiarygodnie. Dlatego nie czujemy sztuczności, kiedy w zakończeniu słyszymy ogólne „kochajmy się!”, zaś jeden z bohaterów obiecuje: „Jeszcze wszyscy będziemy dumni, że mieszkamy w Polsce. Już się tak czujemy trochę, prawda?”.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną