Film

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

300 mln dol. nie wyrzucono w... wodę.

Hollywood konsekwentnie stosuje sprawdzony sposób na zatrzymanie w kinach widzów: kontynuacje przygód popularnych bohaterów. Przed nami m.in. „Shrek Trzeci” i „Ocean’s 13”, a już na ekranach „Piraci z Karaibów: Na krańcu świata”.

Tym razem świeżo wyratowany z opresji Jack Sparrow (Johnny Depp) – skrzyżowanie Barona Münchhausena i Priscilli, królowej pustyni – w towarzystwie znanych z poprzednich dwóch części Orlando Blooma, Keiry Knightley i Geoffreya Rusha, wyrusza z misją na Kraniec Świata. Chce ocalić świat piratów – ostatni bastion wolności i indywidualności – przed zakusami Kompanii Wschodnioindyjskiej. A że każdy członek załogi ma przy okazji własny interes do ubicia, wyprawa będzie długa i pełna niespodzianek.

Ekipa odpowiedzialna za poprzednie części, na czele z reżyserem Gore’em Verbinskim, zadbała, żeby i tym razem widzowie się nie nudzili: układy zmieniają się jak w kalejdoskopie, a zdrada, podobnie jak pomoc, przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. Jednak to nie fabuła – momentami przekombinowana, ze zbyt licznymi wątkami, z których część jest najzwyczajniej puszczona – decyduje o tym, że jednak warto spędzić te trzy godziny (!) w kinie. Zwłaszcza że nie znajdziemy tu również kreacji aktorskich, królują groźne miny i krzyk.

Decydująca jest, podobnie jak w poprzednich częściach, dopracowana do ostatniego szczegółu strona wizualna filmu. Scenografia, charakteryzacja (upodabniająca się do stworów morskich załoga Latającego Holendra), zdjęcia Dariusza Wolskiego, no i efekty specjalne. Film kosztował ponoć 300 mln dol. i nie były to pieniądze wyrzucone w wodę.

 

Reklama

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną