Film

Miłość i inne nieszczęścia

Obserwacja bohemy Londynu.

Anglicy wyspecjalizowali się w produkcji dowcipnych komedii romantycznych, które łamiąc gatunkowe ograniczenia w przedziwny sposób podtrzymują ich trwałość. Wymieniać tytułów nie ma potrzeby, lista jest długa, a dodatkowo pamięć o nich odświeżają nowe tytuły.

W „Miłości i innych nieszczęściach” ironicznym punktem odniesienia staje się „Notting Hill” Rogera Michella. Przebój z Hugh Grantem i Julią Roberts powraca jako temat żartów między początkującym scenarzystą filmowym, gejem, i wynajmującą razem z nim mieszkanie przebojową asystentką scenografa zatrudnioną w magazynie „Vogue”. On (Matthew Rhys), choć jest nieuleczalnym romantykiem, marzy o napisaniu trzymającego się twardo życiowych realiów melodramatu. Natomiast ona (Brittany Murphy), obawiając się miłosnego zawodu, stale wybiera sobie niewłaściwych partnerów.

W filmie Aleka Keshishiana, który stanowi zarazem wariację na temat „Śniadania u Tiffany’ego”, źródłem komizmu są nie tylko kontrastowo różne charaktery próbującej się wspierać pary przyjaciół. Dość zręcznie wypada także obserwacja obyczajowa współczesnej bohemy Londynu, spędzającej wolny czas na charytatywnych przyjęciach i modnych wernisażach, na których recytuje się rasistowskie wiersze i wystawia pocięte na kawałki zwierzęce mięso.

Krótko mówiąc, komu podobała się groteskowo-sardoniczna komedia romantyczna „To właśnie miłość”, i tym razem się nie zawiedzie.

  

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Związki Polaków: co dziesiąty z nas żyje w związku równoległym

Co dziesiąty Polak żyje w równoległym związku. A może nawet więcej niż co dziesiąty, jeśli trochę poszerzyć definicję związku. Pojawiło się sporo wyników badań seksuologicznych uwzględniających także czasy pandemii. Niektóre mogą się wydać szokujące.

Martyna Bunda
28.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną