Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Film

Grindhouse: Planet Terror

Druga część śmieciowej produkcji.

Druga część śmieciowej produkcji Tarantino i Rodrigueza jest atrakcyjniejsza wizualnie i bardziej jeszcze odmóżdżona niż pierwsza. Komiksowej wyobraźni obu panów zdaje się już nic nie krępować: sytuacje są tandetne, postaci beznadziejnie sztampowe, humor rodem z remizy, styl przypomina amatorskie horrory.

Czegóż tam zresztą jeszcze nie ma? W spowitym trującym gazem teksańskim miasteczku ludzie zamieniają się w pomarszczone, ociekające galaretowatą mazią potwory i niczym zombi atakują pozostałych przy życiu mieszkańców. Czynią to w spektakularny sposób, rozrywając, a następnie pożerając ich wnętrzności. Jedną z ofiar, której zmutowane istoty zdążyły ledwie oderwać nogę, jest była tancerka go-go (Rose McGowan). Z karabinem maszynowym zamiast protezy wściekle poluje na owe stwory i trzeba przyznać, że robi to skutecznie.

Im więcej wrogów kładzie trupem, z tym większą przyjemnością się na nią patrzy. Jest jeszcze para psychopatycznych chirurgów, banda przemytników szmuglujących męskie genitalia, no i w finale pojawia się Quentin, wielki mistrz ceremonii we własnej osobie, z rozpływającym się przyrodzeniem na wierzchu. Śmiechu jest więc co niemiara.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną