Film

Hiena

Coś z atmosfery subtelnych koreańskich horrorów.

Horrory nie są polską specjalnością, zdarzają się jednak wyjątki. Wydaje się nim thriller, a w zasadzie dramat społeczno-psychologiczny 38-letniego dokumentalisty Grzegorza Lewandowskiego „Hiena”.

Krwawych scen w nim nie ma, wampirów i zombi też nie, napięcie budowane nie jest w oparciu o goniącą bezmyślnie akcję, tylko o tajemniczy nastrój wokół rozbuchanej wyobraźni kilkunastoletniego chłopca (Jakub Romanowski), który stracił ojca. W scenerii wymarłych, opuszczonych śląskich kopalń chłopak nie daje sobie rady z irracjonalnym strachem, który go paraliżuje i prowokuje do dziwnych zachowań. Nie bacząc na grożące mu niebezpieczeństwo, chodzi na przykład do ciemnego lasu, gdzie spotyka się z dorosłym mężczyzną ze szramą na twarzy (dobra rola Borysa Szyca). Interesuje się też nagłymi zaginięciami dzieci, kojarząc ich zniknięcie z pojawieniem się w okolicy zbiegłej z ogrodu zoologicznego hieny.

Oryginalny, poetycki film Lewandowskiego ma w sobie coś z atmosfery subtelnych koreańskich horrorów, w delikatny, lecz wciągający sposób ukazujących stany lękowe nadwrażliwych bohaterów, próbujących dać sobie radę z traumą.

  

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną