Roth Philip

Polka od Rotha
Ekscentryczny bohater powieści Joanny Clark do złudzenia przypomina postać Philipa Rotha.
Philip Roth
EAST NEWS

Philip Roth

Edward Rubin z nowej powieści Joanny Clark „W cichym lesie Vermontu” (Norbertinum, 2010 r.) jest znanym pisarzem, co roku wydaje nową książkę. Oczy literackiej Ameryki zwrócone są w stronę stanu Vermont, gdzie mieszka na pustkowiu. Cierpi na cykliczne depresje, jest egotykiem i hipochondrykiem, ale wciąż otaczają go kobiety, ma bowiem urok i charyzmę. Ludzi ze swojego otoczenia umieszcza w książkach, wypytuje o historie rodzinne, by potem opowiedzieć je po swojemu. „Ludzie potrzebni są mu jako materiał powieściowy” – mówi jedna z postaci.

W tym portrecie czytelnik bez trudu odnajdzie rysy słynnego samotnika z Connecticut, czyli Philipa Rotha. Autorka powieści Joanna Rostropowicz-Clark, mieszkająca na stałe w USA autorka prozy „Romantyczka” i „Czemu cieniu odjeżdżasz...” i wykładowczyni na slawistyce, zna Rotha od lat, nie chciałaby jednak, by książkę czytano jak portret pisarza. – To jest fikcja literacka opowiadająca o zjawisku dość częstym w literaturze, o tym, jak wiele pisarz czerpie z rzeczywistości – mówi Clark. – Można w tej postaci widzieć wielu innych pisarzy, choćby Normana Mailera. Kiedy Orhan Pamuk wydał swój „Śnieg”, wiele osób miało pretensje, że karykaturalnie przedstawił znajomych. Pisarze zawsze tak robili: Flaubert w „Pani Bovary” też sportretował konkretną osobę. W mojej powieści ważnym tematem jest bunt pierwowzorów literackich przeciw pisarzowi, chcą się na nim zemścić, dochodzi do zbrodni – to wszystko, oczywiście, nie zdarzyło się naprawdę.

Rotha i Halinka

Główna bohaterka Natalia Cabot, polska emigrantka i profesor historii, zostaje wciągnięta w sprawy Rubina. Najpierw trafia do niej dziwna lokatorka, Niemka z pochodzenia, która przez kilka lat była jego kucharką i kochanką. Potem u pisarza zjawia się studentka i znajoma, dziewczyna z Polski, Halinka, która ewidentnie jest nim zauroczona. Dziewczyna chce przeprowadzić z nim wywiad dla polskiej gazety. Rubin się zgadza. W przeciwieństwie do Rotha, z którym nie sposób zrobić rozmowy. – Inspiracją do tej sceny było prawdziwe zdarzenie. Dziennikarka z Polski próbowała za moim pośrednictwem umówić się na wywiad z Rothem i on oczywiście odmówił. Nie udziela wywiadów, bo potem nie ma kontroli nad tekstem. W mojej powieści Halince się udało. Na jej nieszczęście – dodaje Clark.

Halinka jest pod ogromnym wrażeniem Rubina. Jednak starość i młodość w tej powieści nie mogą się w pełni porozumieć. – Zależało mi na pokazaniu stosunku międzypokoleniowego, stara profesor wczuwa się w tę młodą dziewczynę i rozumie ją, bo pamięta swoją młodość. Tymczasem człowiek młody nie jest w stanie wyobrazić sobie własnej starości – tłumaczy Clark.

Halinka odrzuca jej troskę i oczywiście lekceważy wszystkie przestrogi. Stary pisarz lgnie do młodości, do dziewczyny, przede wszystkim szukając tematu do książki. Jest w tym bezwzględny. – Philip Roth też jest znany z bezwzględności i ostrości. W „Kompleksie Portnoya” pokazał w sposób karykaturalny własnych rodziców, uprzedzając ich wcześniej, czego się mogą spodziewać. Jednak w tej jego bezwzględności jest też siła tego pisarstwa. To jest fikcja, a w fikcji można być bezkarnym – mówi Clark.

Bohaterowie mimo woli

Bohaterowie Rotha też protestowali i to niejednokrotnie. Oburzony był pewien rabin z Newark. Żona pisarza, Claire Bloom, której relację z córką Roth opisał w kilku powieściach, a ją samą sportretował w „Oszustwie”, zemściła się, publikując wspomnienia o ich małżeństwie. Oburzenie postaci stało się później tematem kolejnych powieści pisarza. Nie tylko zresztą innych przedstawia krzywo, ale i siebie – tyle że on zazwyczaj jest odrobinę ciekawszym potworem niż inni. Clark pytana o to, czy nie obawia się, że Roth ją opisze, zaprzecza. – Bardzo serdecznie o mnie wspomniał w książce „Dziedzictwo”, od dawna się przyjaźnimy. Tym bardziej traktuję moją własną książkę jak zdradę, nie chciałabym, żeby Roth ją przeczytał. Na szczęście jest po polsku. W „Lekcji anatomii” Rotha pojawia się Polka, Jaga, bardzo karykaturalnie pokazana. Byłam na niego zła, on jednak zawsze powtarza, że to jest fikcja, to nie jesteś ty – to jest postać literacka. Mogłabym teraz bronić się w podobny sposób – to tylko fikcja.

Dzięki Joannie Clark Roth zainteresował się polską literaturą. Ich znajomość zaczęła się od Schulza. W latach 70. na przyjęciu zapytał ją, kogo warto wydać w serii „Pisarze Innej Europy”. Opowiedziała mu o Schulzu, Roth znalazł go w bibliotece i się zachwycił. Wydał go w tej serii w 1976 r. – i tak zaczęła się wielka kariera Schulza za Zachodzie. Publikował też Konwickiego i Borowskiego. – Wypytuje o Polskę – mówi Clark. – Był ostatnio na filmie „Katyń” i mówił, że bardzo go przeżył, rozpłakał się. Dawniej często jeździł do Pragi, przyjaźnili się z Kunderą, ale w Polsce nigdy nie był, namawiałam go, mówiłam, że będzie fetowany, ale nie chciał, nie wiem, może to przez Holocaust?

W powieści Rubin bardzo przeżywa złe recenzje. Premiera nowej książki miała być wielkim wydarzeniem, przyjechała do niego ekipa telewizji francuskiej, „Time” chciał mu poświęcić materiał okładkowy, tymczasem powieść okazała się niewypałem. Anglicy i Francuzi odwołali wywiady, znana krytyczka amerykańska azjatyckiego pochodzenia (nietrudno się domyślić, że kryje się za nią prawdziwa postać – Michiko Kakutani z „New York Timesa”) użyła w stosunku do jego książki słowa „anachronizm”. Prawdziwy Roth też jest wrażliwy na tym punkcie, choć udaje, jak wielu pisarzy, że go to nie obchodzi. – Liczył bardzo na ogromny sukces „Operacji Shylock”, a recenzje były złe, potem miał zapaść psychiczną. Liczył też na skandal, że rzucą na niego klątwę, tak jak na Rushdiego, tymczasem nic z tego – przypomina Joanna Clark.

Roth, Rotha, Rothcie, Roth

Michiko Kakutani w recenzji zatytułowanej „Roth wewnątrz Rotha, wewnątrz Rotha” rzeczywiście skrytykowała obsesyjny egotyzm pisarza. Ta powieść Rotha została za to dobrze przyjęta u nas – nie tylko dlatego, że mowa w niej o Polsce, do której mają wrócić Żydzi z Izraela. Wizja powrotu do diaspory mogła pobudzić wyobraźnię Polaków bardziej niż gry formalne, które w nadmiarze stosuje Roth.

Pisząc, Roth ściga się ze swoją starością, chorobami i śmiercią. Widać to dobrze w ostatnich książkach, tak jak w „Everymanie”, oswaja tu temat śmierci. – Mimo wielkiej sławy Roth jest coraz bardziej samotny. Twórczość jest jedyną sprawą w jego życiu. Nigdy nie miał intensywnego związku z żadną kobietą, nie ma dzieci, jego książki są jego dziećmi – mówi Clark.

Powieść Clark ma jednak jeszcze jedną warstwę, która w ogóle Rotha nie dotyczy. Opowiada o doświadczeniu emigracyjnym – starej profesor i młodej Halinki. Polega ono na życiu w kilku rzeczywistościach naraz. Emigrant dalej czuje się związany z krajem, choć żyje gdzie indziej. Wszystkie te światy nakładają się na siebie. – To jest książka o emigracji, ale nie politycznej ani zarobkowej, ale spowodowanej ciekawością świata. Tak było z Halinką, Polką z czerwonym plecaczkiem, która rusza w świat, studiuje kilka kierunków, jeździ tu i tam – szuka pomysłu na siebie, tak było trochę też w moim przypadku – mówi Joanna Clark.

Kiedyś literatura tworzona na emigracji była w kraju dyskutowana i czytana. Dzisiaj jest na uboczu, a szkoda, bo jak widać, może być ożywcza. Nawet wtedy, gdy nie opowiada o Philipie Rothcie.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną