Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Okrutna fikcja

Recenzja książki: Haruki Murakami, „1Q84”

materiały prasowe
Mimo pretensjonalności, a nawet kiczowatości niektórych fragmentów, czyta się ją jednym tchem.

Haruki Murakami to jedna z największych gwiazd współczesnej literatury i zarazem – co rzadko idzie ze sobą w parze – pisarz doceniany przez krytyków. Jego najnowsza książka pokazuje, dlaczego tak jest, choć może również dostarczyć argumentów przeciwnikom literackiego warsztatu Japończyka. „1Q84” ukazuje się po dwóch słabszych pozycjach: powieści „Po zmroku” i niezbyt interesującej autobiografii „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”.

Tytuł powieści Murakamiego odnosi się do „Roku 1984”, jednak nie zostało tutaj nic z antyutopii Orwella, a nawiązania są jedynie powierzchowne (sekta Little People, Lider jako Wielki Brat). Narracja prowadzona jest jak w „Roku potopu” Margaret Atwood – dwa pozornie odrębne wątki splecione zostały za pomocą postaci głównych bohaterów: Aomame i Tengo. W życiu tej dwójki – znajomych z dzieciństwa – zaczynają wydarzać się dziwne rzeczy. Trudno odróżnić wyobraźnię od rzeczywistości. Murakami bierze wszystko w nawias światów równoległych, stąd „Q” w tytule (od angielskiego „question”). Fabuła rozgrywa się jednak wokół wydarzeń bliskich faktom i kojarzyć się może z przestępczą działalnością sekty Najwyższa Prawda. Powieściowa sekta Sakigake wydaje się jeszcze bardziej przerażająca. Lider nie tylko ograbił wyznawców, okazuje się także pedofilem bezwzględnie wykorzystującym władzę.

Książce brak wyrazistego zakończenia, niepotrzebne wydają się też elementy quasi-naukowe. Jednak mimo pretensjonalności, a nawet kiczowatości niektórych fragmentów, czyta się ją jednym tchem. Murakami uwodzi czytelnika niesamowitą wyobraźnią, która nie od dziś decyduje o jego literackim sukcesie.

Haruki Murakami, 1Q84, przeł. Anna Zielińska-Eliott, Muza SA, Warszawa 2010, s. 480

Polityka 47.2010 (2783) z dnia 20.11.2010; Afisz. Premiery; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Okrutna fikcja"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną