Recenzja książki: Paul Auster, "Niewidzialne"

Auster przewidywalny
Kilka błyskotliwych dialogów i zabawnych myśli to jednak zbyt mało, jak na powieść, dla której rezerwujemy cenny czas.
materiały prasowe

Nowy Jork, rok 1967. Dwudziestoletni student literatury i początkujący poeta, Adam Walker, na nudnym przyjęciu poznaje parę intrygujących Francuzów. Mimo ambiwalentnych odczuć względem nich, decyduje się kontynuować znajomość. W przyszłości będzie tego żałował.

Nasz bohater jest idealistą, który przede wszystkim chce prowadzić moralne życie. Okoliczności zdają się mu nie sprzyjać - otrzymuje niezwykłą propozycję pracy, jest świadkiem morderstwa i do tego zakochuje się… we własnej siostrze. W opisanej historii rzeczywistość chwilami zlewa się z marzeniami bohatera.

Powieść podzielona jest na trzy części, z których każdej przewodzi inny narrator. Dobrze sprawdza się kompozycja szkatułkowa, w której poszczególne historie zawarte są w innych. Mimo tego kolejne ich etapy dość łatwo można przewidzieć. Częste powtórzenia i chwilami patetyczne sformułowania są jej słabą stroną (szczególnie część opisująca psychiczną i fizyczną bliskość z siostrą).

Książce brakuje również stopniowego wzrostu napięcia, tak istotnego przy wątkach kryminalnych. Autor nie pozostawia miejsca na wyobraźnię czytelnika, wszystko jest dobrze wytłumaczone i w efekcie odrobinę nużące. Znajdziemy w niej kilka zabawnych zdań, dla przykładu: „To jest w końcu biblioteka i myśli o nagich kobietach są nierozerwalnie związane z charakterem tej pracy.” lub „Myślę, że wystarczy mi środków do samego końca – pod warunkiem, że nie pożyję za długo.”. Kilka błyskotliwych dialogów i zabawnych myśli to jednak zbyt mało, jak na powieść, dla której rezerwujemy cenny czas.

Paul Auster, Niewidzialne, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2010, s. 247

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną