Książki

Dawno temu w C.K. monarchii

Recenzja książki: Dezso Kosztolanyi, Ptaszyna

materiały prasowe
Ptaszyna to 35-letnia kobieta pozbawiona widoków na „zrobienie dobrej partii”, skazana na pozostanie starą panną i rodzicielską miłość.

Dezső Kosztolányi należy do tego samego pokolenia, co Robert Musil, Franz Kafka, Karel Čapek, Jaroslav Hašek, Józef Roth i Bruno Schulz. Wszystkich tych pisarzy łączy to, że przyszli na świat jeszcze w wieku XIX w ogromnym państwie rządzonym przez Habsburgów. Żaden z nich nie przeżył II wojny światowej. Austro-Węgry nawet do niej nie dotrwały. Kosztolányiemu – dziś w Polsce niemal zupełnie zapomnianemu – zdecydowanie bliżej do Musila niż do Józefa Rotha. Ten drugi nigdy nie pogodził się z rozpadem środkowoeuropejskiego mocarstwa, zaś autor „Człowieka bez właściwości” nazywał pogardliwie Austro-Węgry Kakanią (od „kaiserlich-königlich”, czyli naszego C.K.).

W „Ptaszynie”, wydanej w 1924 roku, nostalgii za „starymi, dobrymi czasami”, obecnej m.in. w „Marszu Radetzky’ego”, znajdziemy niewiele. Nie ma tu także upstrzonych przez muchy – jak u Rotha i Haška – portretów Franciszka Józefa ani mężczyzn, stylizujących się na cesarza. Ale trzeba pamiętać, że dla Węgrów unia z Austrią była końcem marzeń o całkowitej suwerenności, na krótko wywalczonej w czasie Wiosny Ludów. Symbolem tego może być niechęć jednego z bohaterów „Ptaszyny” do czarno-żółtych słoneczników, przypominających barwami flagę niechcianego sojusznika.

Jednakże Kosztolanyi nie skupia się w swej powieści na zmierzchu Austro-Węgier. Tworzy tutaj wnikliwy obraz małego miasteczka, zaludnionego przez zubożałą szlachtę, mizerne aktoreczki i prowincjonalnych dekadentów. Powieściowy Sárszeg to właściwie Subotica (wówczas jeszcze Szabadka), rodzinne miasto pisarza. Głównymi bohaterami są rodzice tytułowej Ptaszyny, Vajkayowie. Sama Ptaszyna to 35-letnia kobieta pozbawiona widoków na „zrobienie dobrej partii”, a właściwie skazana na pozostanie starą panną i rodzicielską miłość. Jej przezwisko wzięło się stąd, że w dzieciństwie lubiła śpiewać. Teraz brzmi ono niezwykle przewrotnie, bowiem – odwrotnie niż u Andersena – z łabądka przekształciła się w brzydką kaczkę. Kiedy córka wyjeżdża na tydzień do wujostwa, rodzice zamartwiają się, by w końcu zacząć korzystać z życia. Jednak ich działania naznaczone są strachem o dziecko.

To powieść zabawna i gorzka. Obok doskonałego portretu prowincji z końca XIX wieku, jaki trudno odnaleźć w największych nawet dziełach tego okresu, „Ptaszyna” silnie przemawia do czytelnika poetycką frazą i wyczuleniem na szczegół. Kosztolanyi z niebywałą lekkością opowiada smutną historię. Jej satyryczny wydźwięk stłumiony zostaje przez czułość, z którą Węgier przygląda się swoim bohaterom.

Przekład „Ptaszyny” ukazał się w Polsce tylko raz – niemal pół wieku temu. Nowe wydanie uzupełnione zostało świetną przedmową Pétera Esterházyego, który niedawno zresztą napisał książkę „Esti”, inspirowaną prozą Kosztolányiego. Autor „Ptaszyny” to jedna z najważniejszych postaci w literaturze naszych „bratanków”, wybitny dziennikarz i zarazem człowiek, bez którego trudno wyobrazić sobie współczesną prozę węgierską.

Dezső Kosztolányi, Ptaszyna, przeł. Andrzej Sieroszewski, W.A.B., Warszawa 2011, s. 200

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak rządził premier Kaczyński?

Jeszcze nie ruszyła kampania wyborcza, a już pojawiły się billboardy z Jarosławem Kaczyńskim jako przyszłym premierem. Prezes PiS był już szefem rządu. Warto przypomnieć jego dokonania.

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, [współpr.] Anna Dąbrowska
04.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną