Książki

Sufizm dla początkujących

Recenzja książki: Elif Shafak, "Czterdzieści zasad miłości"

materiały prasowe
Dostajemy kolejne wcielenie „Jedz, módl się i kochaj”, niestety napisane z pretensjami do wyższej literatury.

Ella to znudzona gospodyni domowa z zamożnego amerykańskiego przedmieścia, którą niespodziewanie dla niej samej dotyka kryzys wieku średniego. Dorastające dzieci opuszczają gniazdo, mąż w poszukiwaniu namiętności – wygasłej dawno w ich związku – rzuca się w ramiona młodych kochanek, a Ella staje w obliczu emocjonalnej pustyni i poczucia życiowej przegranej. Rumi z kolei – bo to „powieść o Rumim” – był wielkim XIII-wiecznym mędrcem islamu, poetą i filozofem, twórcą zakonu wirujących derwiszy. Światy tych dwojga bohaterów nigdy nie miały prawa się przeciąć, ale dzieje się inaczej dzięki „Czterdziestu Zasadom Miłości” Elif Shafak, lubianej w Polsce tureckiej autorki.

Shafak snuje wielowątkową opowieść, mnożąc bohaterów, plany czasowe i języki narracji, co wyraźnie lubi – chwyt ten stosowała już w poprzednich powieściach – i robi to sprawnie. Nie udaje się jej jednak wyjść poza zgraną do znudzenia opowieść o przemianie wyjałowionego przedstawiciela Zachodu pod wpływem uduchowionej filozofii Wschodu. Wgłębiając się w filozofię sufizmu, Amerykanka Ella postanawia przewrócić życie i świat do góry nogami. Konsekwencje tego będą tyleż spektakularne, co przewidywalne. Naśmiewając się w książce z poradników w rodzaju „Jak zostać perfekcyjną…”, Shafak nieświadomie chyba napisała ich kopię, tyle że dotyczącą duchowości. Dostajemy kolejne wcielenie „Jedz, módl się i kochaj”, niestety napisane z pretensjami do wyższej literatury. W efekcie – dość irytujące.

Elif Shafak, Czterdzieści zasad miłości, przeł. Ewa Elżbieta Nowakowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 480

Polityka 22.2012 (2860) z dnia 30.05.2012; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Sufizm dla początkujących"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną