Recenzja książki: Eric-Emmanuel Schmitt, „Tajemnica pani Ming"

Mądrości babci klozetowej
Cała historia nie ma wiele sensu, choć sugeruje jakieś głębinowe mądrości.
materiały prasowe

Już pierwsze zdanie wprowadza wysoki poziom banału: „Chiny są nie tyle krajem, ile tajemnicą”. Dalej będzie go więcej. Poznajemy historię pewnego Francuza, który przebywając w interesach w chińskiej prowincji Guangdong, poznaje niezwykłą babcię klozetową. To ona będzie jego kluczem do Chin i dostarczycielką mądrości konfucjańskich. A rzecz dotyczy przede wszystkim problemu prawdy i kłamstwa – bohater podejrzewa, że pani Ming nie ma, jak opowiada, dziesięciorga dzieci (było to w Chinach zakazane). Z czasem okazuje się, że on też nie mówi prawdy. I tak sobie rozprawiają o tym, że szczerość jest przeciwieństwem rozsądku, a milczenie przyjacielem, który nigdy nie zdradza.

Schmitt pozazdrościł, jak widać, Coelho pozycji literackiego mędrca i skupił się na pisaniu przypowiastek według prostej recepty: dużo sentencji, szczypta wzruszenia cierpieniem (wizyta w fabryce zabawek), trochę egzotyki i to zupełnie wystarczy, żeby dać czytelnikowi wrażenie, że poznaje Chiny i Konfucjusza. Babcia klozetowa przemawia jak filozof, bohater jest jednowymiarowy (ważne, żeby czasem płakał), a cała historia nie ma wiele sensu, choć sugeruje jakieś głębinowe mądrości.

 

Eric-Emmanuel Schmitt, Tajemnica pani Ming, przeł. Łukasz Müller, Znak Literanova, Kraków 2014, s. 150

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną