Recenzja książki: Frédéric Beigbeder, „Pierwszy bilans po apokalipsie”

Papierowe top 100
Autor wie, jak zachęcić do lektury.
materiały prasowe

Przez dziesięć lat Frédéric Beigbeder – celebryta francuskiej literatury – pracował w agencjach reklamowych, wie więc doskonale, że współczesne strategie marketingowe obowiązują również na rynku książki. Eseistyczny „Pierwszy bilans po apokalipsie” nie jest może tak prowokacyjny jak powieść „Windows on the World”, której akcja rozgrywa się w restauracji na szczycie WTC podczas zamachu terrorystycznego, ani tak demaskatorski jak ukazująca kulisy świata reklamy „29,99”. Ale poziom hochsztaplerki przypomina, że mamy do czynienia z Beigbederem. Dlaczego bowiem na tę autorską listę „stu ulubionych książek, które trzeba przeczytać na papierze, zanim będzie za późno”, składają się przede wszystkim powieści francuskie? I wreszcie – czy można poważnie traktować listę najlepszych książek, której głównym kryterium jest wygląd autora?

Wszystkie te pytania stają się nieistotne, gdy wgłębimy się w opisy poszczególnych tytułów, skrzące się od zaskakującej metaforyki. Beigbeder wie, jak zachęcić do lektury. Być może tak właśnie powinno się pisać o tej niemodnej dziedzinie – hasłowo, zaczepnie, błyskotliwie, przy użyciu języka reklamy i chwytliwych zestawień rodem z list przebojów. Nieprzypadkowo najgorętsza ostatnio literacka dyskusja miała miejsce na Facebooku, gdzie wszyscy gremialnie publikowali prywatne listy dziesięciu najważniejszych dla siebie książek, prześcigając się przy tym w oryginalności opisów. Beigbeder musiał to przewidzieć – jest przecież literackim trendsetterem.

 

Frédéric Beigbeder, Pierwszy bilans po apokalipsie, tłum. Magdalena Kamińska-Maurugeon, Noir sur Blanc, Warszawa 2014, s. 400

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną