Recenzja książki: Milan Kundera, „Święto nieistotności”

Koniec żartów
Niech nas nie zwiedzie lekki, żartobliwy ton książki. W istocie autor ma nam do przekazania parę bardzo istotnych przemyśleń egzystencjalnych.
materiały prasowe

Narrator „Święta nieistotności” w pewnym momencie zwraca się wprost do czytelników, jak do dobrych znajomych: „W moim słowniku niedowiarka jest jedno święte słowo: przyjaźń. Lubię czterech kumpli, z którymi was poznałem: Alaina, Ramona, Charlesa i Kalibana”. Tak jak trzech muszkieterów było czterech, tak kumpli jest w zasadzie pięciu, bo do kwartetu należałoby jeszcze dopisać D’Ardelo wydającego przyjęcie urodzinowe, na którym będą dziać się ważne rzeczy. Każdy z nich ma skłonności do szukania głębszych sensów w zdarzeniach na pierwszy rzut oka zwyczajnych. Weźmy Alaina, który zaprezentuje się nam jako pierwszy: spacerując letniego dnia po paryskiej ulicy, zwraca uwagę na dziewczyny wystawiające na widok publiczny pępek, co daje asumpt do rozległych rozmyślań nad powabem poszczególnych części kobiecego ciała. Pozostałych zajmują różnie ważne kwestie, lecz wszyscy mniej lub bardziej czują się zawiedzeni tym, co ofiaruje im życie. Narrator, jakby chcąc zdynamizować akcję (a może to żart?), ofiarowuje jednemu z nich „Wspomnienia” Chruszczowa. W końcu dziadkowie bohaterów zachwycali się Stalinem. Generalissimus staje się nieoczekiwanie jednym z bohaterów książki, a obok wodza pojawia się jego biurokratyczna świta z cierpiącym na urologiczne przypadłości Kalininem, któremu szef – między jedną rzezią a drugą – ofiarowuje miasto Kanta, przy okazji dając wykład filozoficzny. Wraz z nadejściem Chruszczowa, który nie znał się na żartach Stalina, miałaby się zacząć „epoka postżartobliwa”.

Niech nas jednak nie zwiedzie lekki, żartobliwy ton książki. W istocie Milan Kundera ma nam do przekazania parę bardzo istotnych przemyśleń egzystencjalnych, choćby o tytułowej nieistotności, która może być strategią oswobadzającą. „Nieistotność, przyjacielu, to sedno egzystencji – tłumaczy Ramon. – Jest z nami wciąż i wszędzie... Ale nie chodzi tylko o to, by ją dojrzeć, należy ją kochać, nauczyć się ją kochać”. Może liczyliśmy na coś więcej – nie tylko znaczniejszą liczbę stronic – czekając pięć lat na nową powieść autora „Nieznośnej lekkości bytu”, ale zawodu nie ma. Przecież Kunderę czytamy głównie dla przyjemności czytania Kundery.

Milan Kundera, Święto nieistotności, przeł. Marek Bieńczyk, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, s. 112

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną