Recenzja książki: Sven Marquardt, „Noc jest życiem. Autobiografia”

Requiem dla Prenzlauer Berg
Autor spisuje swoją historię, by wzmocnić autokreację – zajmuje się więc przede wszystkim sobą, a aż tak intrygujący nie jest.
materiały prasowe

Sven Marquardt jest najsłynniejszym bramkarzem Niemiec, to on decyduje, kto po wielu godzinach stania w kolejce wejdzie do środka legendarnego berlińskiego klubu Berghain, serca hedonistycznej kultury techno. Autobiografię napisał pewnie, by pokazać, że ma do tego prawo, bo nosi w sobie lata historii podziemnego Berlina. Nawet jeśli nigdy nie staniecie u bram Berghain, warto po wspomnienia Marquardta sięgnąć. Zwłaszcza że chętniej opisuje swoją młodość niż stanie na bramce: bunt punka i geja we wschodnich Niemczech; początki pasji do fotografowania, w której waha się między głębią portretu a światem mody; historię wschodniego Berlina pisaną w kontrze zarówno do socjalizmu, jak i kapitalizmu, lecz bez politykowania – z intymnej, marginalnej perspektywy. Jest to natomiast lektura nieobowiązkowa: Marquardt spisuje swoją historię, by wzmocnić autokreację – zajmuje się więc przede wszystkim sobą, a aż tak intrygujący nie jest. Obserwacje rzeczywistości pozostaną zatem powierzchowne, a sam bramkarz okaże się typowym przedstawicielem kontrkultury między gotyckim punkiem i technoekstazą.

Sven Marquardt (z Judką Strittmatter), Noc jest życiem. Autobiografia, przeł. Katarzyna Bieńkowska-Szreniawska, Fundacja Kultural Kolektiv, Kraków 2016, s. 242

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną