Recenzja książki: Lily King, „Euforia”

Trójkąt naukowców
Lily King posiada umiejętność konstruowania wciągającej fabuły, ta jednak po dobrym początku stopniowo staje się coraz bardziej melodramatyczna.
materiały prasowe

Jeszcze sto lat temu antropologia była jedną z najnowszych dziedzin badań, a o nurcie zwanym w humanistyce postkolonializmem nikomu by się nawet nie śniło. Kamień węgielny pod tę dyscyplinę, dzięki której możemy dziś poszukiwać zrozumienia innych kultur, położyła m.in. Margaret Mead. I to jej życiem inspirowała się Lily King, autorka „Euforii”. Fikcyjne odpowiedniki antropolożki i jej drugiego męża Reo Fortune’a przemierzają Nową Gwineę, obserwując kolejne plemiona. Jednocześnie zaprzyjaźniają się z Gregorym Batesonem, kolegą po fachu, który tak w książce, jak i w rzeczywistości stał się mimowolnym kandydatem na następnego towarzysza życia Mead. Czytelnik „Euforii” staje się świadkiem rywalizacji tej trójki – o palmę pierwszeństwa w dziedzinie, jaką uprawiają, ale i w walce o wzajemne uczucia.

Lily King posiada umiejętność konstruowania wciągającej fabuły, ta jednak po dobrym początku stopniowo staje się coraz bardziej melodramatyczna. Gdyby nie wzbudzająca tęsknotę obserwacja rzeczywistego pionierstwa badań, jakie wykonują bohaterowie, i opisy ich codziennej pracy, trudno byłoby nie popaść w znużenie często banalnymi monologami wewnętrznymi naukowców.

Lily King, Euforia, przeł. Ewa Ledóchowicz, wydawnictwo Rebis, Poznań, s. 320

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną